wtorek, 13 września 2016

Aborcja- sposób na inwalidów

   

  
   W ostatnim czasie po raz kolejny zagłębiłem się w temat aborcji, a raczej argumentów  stosowanych przez lekarzy do przekonywania społeczeństwa, że jest to coś dobrego. Idąc tym tropem, doszedłem do przerażającego wniosku, iż nie wiele brakowało aby większość moich szkolnych znajomych nigdy się nie narodziło.

   O co chodzi z tą aborcją?

   Interesuję się tym tematem od ponad dwóch lat, kiedy poznałem historię Gianny Jessen, która przeżyła własną aborcję. Na podstawie jej historii powstał film pt. „October baby”. W mojej szkole skutecznie przekonywano uczniów do tego, iż zabieg ten jest najzwyklejszym morderstwem nienarodzonego człowieka. Wiem już, ze w Ameryce są takie osoby jak Mery Wagner, które usiłują nakłaniać młode matki czekające w klinikach aborcyjnych na zabieg do zmiany decyzji. Poprzez rozmowę i wsparcie. Takie osoby są regularnie zatrzymywane przez policję i więzione miesiącami, jak nie latami. Wszystko wynika oczywiście z faktu, iż są zagrożeniem dla wielkiego biznesu jakim jest holokaust nienarodzonych dzieci. Tym bardziej wstrząsające jest to dla mnie, że już od dawna głośno się mówi o uniwersalnych prawach człowieka, w tym prawie do życia, które każdy z nas otrzymuje od początku swojego istnienia.

   Niepełnosprawni, jako wrzód na tyłku rozwijającej się cywilizacji!

   Tak można najprościej określić myśl, jaką nieraz próbują nam wcisnąć zabójcy w białych fartuchach. Współczesne metody badań potrafią jeszcze na etapie ciąży wykryć u dziecka niezgodność genetyczną z której wynikają takie choroby, jak np. popularny zespół Downa.

Jest to oszczędzenie cierpień dziecka, bądź jego rodziców… Wyeliminowanie słabszych jednostek, które są jedynie obciążeniem podatników.

   Uważam, że wizja ta nie odbiega specjalnie od ideologii Hitlera, ale chciałbym skupić się na tym temacie bardziej z autopsji.

   Już jako dziecko zetknąłem się z zespołem Downa, ponieważ córka znajomych mojej mamy cierpiała na tą chorobę. Także nauczycielka z mojej szkoły ma synka o tego typu niepełnosprawności. Z rozmów z tymi dwiema rodzinami oraz z własnych obserwacji dostrzegłem jak wiele te dzieci wniosły do swojego otoczenia. To co jest charakterystyczne dla tej choroby, to bezwarunkowa miłość, czułość, szczerość w okazywaniu emocji i radość z najprostszych rzeczy. To, czego nam w codzienności brakuje. Te osoby przypominają innym, że życie jest piękne, że można i warto się nim cieszyć w każdej chwili. Mam poczucie, że w czasach wyścigu szczurów i przeładowania bodźcami „szczęścia”, podtrzymują człowieczeństwo wśród nas.

   Sama Gianna Jessen powiedziała, że „są rzeczy, których możemy jedynie się nauczyć od najsłabszych”.

   Niedawno wróciłem z tygodniowego projektu teatralnego organizowanego w ramach Erasmusa. Dotyczył on uniwersalnych praw człowieka. Nie mogę powiedzieć, abyśmy naszymi występami poruszali prawdziwe problemu życia społecznego. Myślę, że wynikało to z poprawności politycznej i różnic kulturowych. Jednak to co uważam, że było najbardziej wartościowe w tym projekcie, to uczestnictwo zarówno osób zdrowych, jak i niepełnosprawnych w różnym stopniu. Miałem możliwość zobaczenia tańca ludowego w wykonaniu pary Rumunów, którzy są chorzy neurologicznie. Byłem pod ogromnym wrażeniem poziomu jaki reprezentowali. To nie był pokaz biednych, chorych dzieci, które nauczyły się jako tako ruszać, tylko taniec na odpowiednim poziomie. Nie jednemu nie chciałoby się wykonać takiej pracy, ale im tak. W tym momencie zacząłem się zastanawiać od którego momentu możemy kogoś nazwać niepełnosprawnym.

   Nasze społeczeństwo jest coraz bardziej dysfunkcyjne. Poziom nauki chociażby w polskich szkołach spada, bo kolejne pokolenia głupieją. Jest to efekt rozwoju cywilizacji.
Chodząc do mojej szkoły, przekonałem się, że często osoby z chorobami oczu cierpią również na inne schorzenia, bo są słabsze genetycznie. Wiele z nich mogłoby być zakwalifikowanych do aborcji. Może trudno to udowodnić, ale wiem, że wtedy świat wiele by stracił.

   Mam nadzieję, ze tym nieco mocniejszym wpisem wywołam pozytywne refleksje u niektórych, którzy przechodząc np. przez Patelnię w Warszawie i widząc grupę kobiet krzyczących „Walczmy o swoje prawa! Mamy prawo do aborcji!”, nie podpiszą wyroku skazującego niewinnych i bezbronnych na śmierć.

   Czekam na Wasze opinie.


   Do następnego!  

niedziela, 11 września 2016

Spięte pośladki, luźne ramionka i osiągamy cel!

   Witam Was w Nowym Roku Szkolnym!

   Nie brzmi entuzjastycznie?

   Z pewnością nie dla każdego 1 września oznacza coś miłego, ale nie skupiajmy się na nadchodzących sprawdzianach z matematyki i codziennym wstawaniu o szóstej aby zdążyć na ósmą do szkoły.

   Nowy Rok Szkolny to przede wszystkim powrót do znajomych i mnóstwo postanowień dotyczących zmian w życiu np. nauczę się grać na gitarze, spalę zbędny tłuszcz, albo wrobię sobie sześciopak, zdobędę świadectwo z czerwonym paskiem lub zostanę mistrzem w krojeniu cebuli na czas…. Tak też może być ;)

   Chcieć chcieć!

   Pewnie wielu z Was złapało się nieraz na tym, że po mniej więcej miesiącu plany związane z udoskonaleniem swojego „JA” umierają śmiercią naturalną. Okazuje się, że zbyt wiele chcemy osiągnąć i nie wiemy za co się najpierw złapać, lub po prostu tracimy motywację by osiągnąć dany cel.

   I co z tym fantem zrobić?

   Na szczęście są ludzie, którzy poświęcili wiele lat pracy nad udoskonalaniem swojego charakteru tak, aby osiągać zamierzone cele i cieszyć się późniejszymi sukcesami i jeszcze byli na tyle sprytni, żeby tą wiedzę spisać i wydać w formie książki, trzepiąc na tym jeszcze większy hajs. Takimi osobami są min. Brian Tracy i Sebastian Kotow, którzy wspólnie stworzyli książkę pt. „Ty wybierasz cel, my pokazujemy drogę”. Tytuł z początku może nie brzmieć przekonująco- zbyt idealistycznie - ale po lekturze tej książki przekonałem się, że jest skarbnicą praktycznych wskazówek „jak żyć?”.




    Kilka mądrych myśli, którymi chciałbym się z Wami podzielić…

   - Przede wszystkim ważną kwestią jest, abyśmy wybierali skonkretyzowane realne cele do osiągnięcia w konkretnym czasie. Częstym błędem jest nie określanie np. ile chcę zrzucić kilogramów nadwagi, jak również nie ustalenie do kiedy mam to zrobić..

   - Powinniśmy wiedzieć, po co chcemy osiągnąć dany cel, aby podtrzymywać motywację do jego osiągnięcia. Bardzo przydatną ku temu jest metoda SMART, o której możecie więcej poczytać pod tym linkiem.

   - Nie raz aby zrealizować dane postanowienie, musimy wykonać wiele działań np. przyswoić dużo wiedzy, by móc zdać maturę. Warto rozplanować w jakim czasie nauczymy się określonej partii materiału, aby nie robić tego na ostatnia chwilę, chaotycznie i ze słabszym efektem końcowym.

   - To, co mi dotychczas najbardziej pomogło, to planowanie dnia. Nie chodzi tu oto, żebyśmy żyli sztywno w jakiś ramach czasowych, jak pedantyczny księgowy, bo człowiek spontaniczny, to człowiek zaradny. Jednak warto mieć zapisane na kartce co chcę zrealizować w przeciągu najbliższych kilkunastu godzin, aby później  nie stresować się tym, że czegoś zapomnieliśmy, albo co powinniśmy zrealizować jako pierwsze. Odciągamy od siebie niepotrzebną dawkę stresu i wzmacniamy swoje dobre samopoczucie za każdym razem, kiedy widzimy ile rzeczy udało nam się dotychczas zrealizować.

   Jak to się ma do tematyki słabo widzących?

   Po sześciu latach edukowania się w szkole dla osób słabo widzących, wiem, że problemy ze wzrokiem wcale nie motywują do działania. Każda próba nauczenia się czegoś, wejścia w nowe środowisko, pracy nad sobą, bardzo często wymaga o wiele większego wysiłku – nie tylko fizycznego. Osoby słabo widzące aby móc coś osiągnąć w życiu, muszą być zdyscyplinowane, bo np. krecik nie zaprezentuje Ci płynnie prezentacji PowerPoint bez wcześniejszego przygotowania, czytając jedynie z kartki, bo będzie to wyglądało komicznie i całkowicie nieprofesjonalnie. Osoba z dysfunkcjami wzroku powinna przed każdą podróżą sprawdzić dojście do każdego nowego przystanku i sprawdzić rozkład jazdy każdej formy komunikacji, aby później nie wylądować na totalnym zadupiu. Oczywiście, ktoś mógłby w tym momencie zaprzeczyć, ze można się spytać jakiegoś przechodnia lub skorzystać z aplikacji podróżniczych. Sam niedawno przekonałem się, że to wcale nie musi działać, bo przykładowo prywatne firmy przewozowe dojeżdżające do mało popularnych zakątków Polski podają w Internecie zupełnie inny rozkład jazdy, niż znajduje się na samym przystanku.

   Nie da się ukryć, ze świat wymaga o wiele więcej od osób niepełnosprawnych, które nie chcą się opierać całe życie na zasiłku i rencie, ale często ich praca jest im wynagrodzona. Osoby, które nie mają przykładowo problemów ze wzrokiem, mogą sobie pozwolić na mniejszą dyscyplinę i bardzo długo wychodzą na tym dobrze, lecz zdarzają się momenty, że taki krecik wybija się z tłumu swoim wcześniejszym przygotowaniem na każdą okoliczność ;)

   Chętnie dowiem się co Wy sądzicie na ten temat? Czekam na Wasze komentarze i wiadomości.


   Do następnego! ;)