czwartek, 23 maja 2019

Wolontariat Europesjkii #EVS - oczekiwania vs. rzeczywistość!



   To nie będzie kolejny tekst promujący wymiany zagraniczne. Szczerze opowiem Wam, czym dla mnie był wolontariat europejski i jak pół roku mieszkania we Włoszech wpłynęło na moje życie….


   CZYM JEST EVS?



   European Volunteer Service to mniej znana formuła wyjazdów w ramach Erasmusa, która nie wymaga od Was bycia studentami. Wystarczy mieć od 18 do 30 lat. Na okres krótkoterminowy, lub długoterminowy wyjeżdżacie przeważnie do jednego z krajów europejskich, aby pracować dla wybranej organizacji. Zgłaszając się na projekt przyjmujecie założenia Waszych działań opisanych w infopacku np. praca z niepełnosprawnymi, pomoc w odrabianiu pracy domowej dzieciom, tworzenie dokumentacji w mediach społecznościowych, opieka nad zwierzętami w schronisku itp. W ramach wyjazdu macie zaoferowane mieszkanie, kieszonkowe oraz pieniądze na jedzenie. Przy dłuższych wyjazdach jest również możliwy dostęp do aplikacji pomagającej w nauce języka kraju, w którym pracujecie. Podobno nie jest ona skuteczna. Nie wiem z autopsji, bo jej nie używałem, lecz patrząc na efekty kształcenia moich kolegów, nie zastępowała ona tradycyjnych lekcji z drugim człowiekiem.


   MÓJ WYJAZD…


   W czerwcu 2018 r. byłem w trakcie aplikowania na wolontariat organizowany przez moją koleżankę. Miał on się odbyć w Grecji i polegać na prowadzeniu warsztatów teatralnych w szkole dla dzieci słabowidzących. Nieco później otrzymałem ofertę krótszego o dwa miesiące wolontariatu w Perugii, gdzie ponoć miałem nauczyć się montażu filmów, aby potem realizować wywiady w języku włoskim. Moja zachłanność, wewnętrzna attention whore domagająca się rozwoju w sferze mediów i brak konsekwencji w porzuceniu przerwanych studiów, nakłoniły mnie do zmiany decyzji. Naiwnie wierzyłem, że jak mi się nie spodoba, to szybko pojadę z Włoch do Grecji.


   NIESTETY TAK TO NIE DZIAŁA!


   Niedługo po tym, jak się zorientowałem, że organizacja mnie goszcząca, pomimo wcześniejszych rozmów, nie sprostała wymaganiom sprzętowym,  chciałem opuścić projekt i wtedy dowiedziałem się, że każdy wolontariusz rezygnujący z jednego wyjazdu nie może wyjechać na inny. Oczywiście są sytuacje wyjątkowe, jednak procedura zmiany nie była możliwa do realizacji w tydzień, a tyle mi zostało do rozpoczęcia pracy w Atenach.


   Postanowiłem odnaleźć się w trudnej sytuacji. Wypić piwo, które sam nawarzyłem. Szef organizacji KORA, obiecał dostarczenie dobrego sprzętu w niedługim czasie. Mijał sierpień, a już we wrześniu mieliśmy wprowadzić się do nowego, wynajmowanego mieszkania w Perugii. Tak jak mogliście czytać na moim blogu, początek mojej przygody miał miejsce w miejscowości Norcia, którą ponad dwa lata temu dotknęło trzęsie ziemi. Tam spędziłem cały sierpień, szkoląc się i czekając na nadchodzące…



   PORZUĆCIE OCZEKIWANIA I NADZIEJĘ!



   Pierwszą lekcją życia, jakiej zaznałem na wolontariacie było całkowite odrzucenie poczucia własności. Począwszy od nieustannie zmieniającej się przestrzeni noclegowej, aż po kradzione jedzenie z lodówki, czy też dzielenie się własnym sprzętem fotograficznym, którego wcześniej przecież nikt nie mógł dotykać, a co dopiero pożyczać.

   Kolejnym etapem było nowe mieszkanie, jak się okazało  wymagające remontu i systematycznego uzupełnienia sprzętu domowego. Nie czułem wtedy jeszcze jak bardzo może to być problematyczne. W końcu nie byłem już na wakacjach, a na 8 miesięcznej imigracji. Brakowało nam poczucia obecności lidera i realnego wsparcia osób dowodzących. Trapiły nas kłopoty z   komunikacją i brak wizji kolejnych celów. Po ponad miesiącu nie znaliśmy planu naszych działań, dopiero się wprowadzaliśmy, a sprzęt komputerowy miał trafić do naszych rąk w kolejnym miesiącu. Mowa tu o laptopach, a komputer będący głównym obiektem moich zainteresowań i wymagań sprzętowych pod kątem wzroku, został zakupiony pod koniec listopada.


   BRAK CELÓW - SPADEK MOTYWACJI



  Po dwóch miesiącach, w czasie zebrania dowiedzieliśmy się  o planie budowania contentu na YouTube. Mieliśmy tworzyć treści video także na Facebooka i tym wszystkim rozpocząć wielką promocję Kory! We wrześniu po raz pierwszy wróciłem do Polski wykorzystując swoje dni urlopowe. Chodziło wtedy o załatwienie kilku istotnych kwestii uczelnianych oraz medycznych. W praktyce czułem, że uciekam na wakacje do domu…  

   W tamtej chwili wciąż żyłem nadzieją na lepsze i na duchu podtrzymywała mnie nowa, obiecująca znajomość z Perugii. Dodatkowo zaraz miał ruszyć rok akademicki i nie wyobrażałem sobie alternatywnego planu na życie przez kolejne miesiące.



   KIM SĄ WOLONTARIUSZE EVS?


   Na wolontariat często decydują się osoby, które dopiero co ukończyły studia, lecz poszukują wciąż siebie i chciałby przeżyć coś więcej, zanim na dobre rozpoczną karierę zawodową, jak również ci, którzy życie studenckie mają przed sobą. Uważam, że ci drudzy są farciarzami decydując się na danie sobie odrobiny czasu. W mojej grupie od początku niestety był lekko depresyjny klimat. Atmosferę psuła bezczynność. Nie ma nic gorszego od poczucia braku celu, bycia potrzebnym i marnotrawienia życia. Bo wiecie, można się obijać, ale fajnie jest to robić na własnych warunkach. Kiedy macie swoich przyjaciół, możecie chodzić na zajęcia, które Was interesują, czy też pracować w fast foodzie, aby potem za zarobione pieniądze pójść do klubu. Wszystko to jednak jest wynikiem wyborów. A my żyliśmy w wiecznym wyczekiwaniu na nagłe wpadniecie lidera, który mówił nam, teraz pracujemy. Szybko nauczyłem się udawać, że pracuję i co tydzień dawać sprawozdanie z rzeczy, których tak naprawdę nie robiłem. Skupiłem się na budowaniu własnego życia i tworzeniu swojej własnej „misji”. Nawiązałem z ramienia Kory współpracę z lokalnym ESNem i tak oto posmakowałem nieco życia studentów uniwersytetu w Perugii. Zacząłem wyjeżdżać z nimi na wycieczki i brać udział w akcjach typu oddawanie krwi, czy Światowy Dzień Walki z AIDS. Dołączyłem do grupy teatralnej i inwestowałem w randkowanie, które przyniosło mi najlepsze efekty w rozwijaniu umiejętności językowych. Było mi łatwiej szukać nowych znajomych, bo jednak znałem nieco bardziej język włoski.

   LEPSZE CZASY...


   Pod koniec października zostałem zapytany przez mojego lidera, czy mógłbym się zajmować, jeśli nie mediami, dla których tam  przyjechałem. Zaproponowałem organizację i prowadzenie warsztatów przybliżających świat osób z dysfunkcjami wzroku. Pojawiła się też możliwość napisania aplikacji o dofinansowanie z środków unijnych na wymianę młodzieży. Była to najlepsza część mojego wolontariatu, bo właśnie wtedy zacząłem poznawać proces tworzenia tego typu inicjatyw. Napisałem swój pierwszy w życiu wniosek, który tuż przed świętami Bożego Narodzenia pojawił się na liście projektów zakwalifikowanych do realizacji! Dowiedziałem się o tym będąc już w Polsce i rozważając przerwanie EVSu.

W międzyczasie, pod koniec listopada poznaliśmy Centro Servizi Giovani, czyli odpowiednik polskich domów kultury. Miał on bogatą ofertę zajęć dla młodych mieszkańców, w tym lekcje języka włoskiego, w których braliśmy udział. W ramach działań tej instytucji, z ramienia KORY, prowadziliśmy warsztaty z tłumaczenia CV na j. angielski. Był to lepszy okres, kiedy mieliśmy narzuconych kilka obowiązkowych punktów dnia, tworzących strukturę pracy tygodniowej, jakiej nam brakowało od początku.   

Nowy rok przyniósł zmiany dla wszystkich! KORA rozpoczęła wolontariaty krótkoterminowe w innych miejscowościach, gdzie nasza ekipa jeździła i tworzyła reportaże. Ruszyliśmy z naszymi social media i filmiki montowane wcześniej przez moje koleżanki ujrzały światło dzienne. Ja w tym czasie z przyczyn zdrowotnych i rodzinnych powróciłem do Polski. Nie był to jednak koniec.

   BO MĘŻCZYZNĘ POZNAJE SIĘ PO TYM, JAK KOŃCZY...



   W marcu powróciłem do Włoch, aby dokończyć realizację wymiany młodzieży, nad którą pracowałem zarówno w Perugii, jak i potem w Polsce. Na bieżąco relacjonowałem moim odbiorcom cały proces przygotowawczy. Projekt budził zainteresowanie! Dostępność kultury i turystyki w krajach europejskich. Tak naprawdę w krajach uczestników, którzy się na tym projekcie spotkali. Byli oni z Polski, Włoch, Macedonii oraz Rumunii. To był magiczny czas, kiedy mogłem spojrzeć na Perugię w zupełnie inny sposób. W czasie trwanie wymiany nauczyłem się wiele praktycznych umiejętności, których pragnąłem i czułem, że inni też się uczą. Uczestnicy projektu byli różni, piękni i otwarci na wzajemne doświadczanie swojej wrażliwości: niewidomi, słabowidzący i zupełnie pełnosprawni. Myślę, że tym projektem również pomogłem zrozumieć moim liderom, jak ważne było dla mnie zapewnienie mi dobrych warunków pracy od samego początku. Ten finalny projekt był ogromnym sukcesem dzięki wielu osobom. Na tyle dużym, że wieści szybko dotarły do szefa organizacji przebywającego w Estonii. Podobno władze Perugii domagały się podobnych działań…. Ba! Mieszkańcy prosili o podobne projekty!

   Opuszczałem to miasto w styczniu z poczuciem porażki i depresji, a wracając z niego po wymianie młodzieży „One look one culture” byłem przepełniony zupełnie inną, pozytywną energią.


   Na mojej stronie Facebook możecie znaleźć przepiękny filmikukazujący ten projekt. Ciekawostką jest fakt, że stworzyła go, na moją prośbę, dziewczyna, z którą od początku się nie lubiłem, a w czasie szkolenia z montażu filmów musiałem współpracować.  Na koniec rozstaliśmy się jako przyjaciele. Jej zdaniem to był nasz ostatni raz, bo nie wierzy w możliwość podobnego przecięcia szlaków. Na początku EVSu nie wierzyła w miłość i nienawidziła siebie, a na końcu potrafiła wyznać mi, że będzie za mną tęsknić, z uśmiechem, który emanował czymś dobrym. Wiedziałem od początku, że jest w niej ten potencjał!



   CZY ŻAŁUJĘ WOLONTARIATU?


   Nie warto żałować, bo chyba żadna decyzja nie może być całkowicie zła lub dobra. Po czasie widzę wiele swoich błędów i pewnie zawsze będę się zastanawiał, co by było, gdybym pojechał do Grecji?    

    
   Jeżeli macie jakieś pytania zwiazane z EVSem, lub chcielibyście podzielić się swoimi doswiadczeniami, koniecznie napiszcie o nich w komentarzach/

   Do następnego

środa, 8 maja 2019

LGBT + NIEPEŁNOSPRAWNI = ?




   Homoseksualność, czy też ogólnie pojmowane LGBT, jak również niepełnosprawni to dwa gorące tematy! 
   W połączeniu, z pozoru, tworzą mieszankę wybuchową, lecz w rzeczywistości wywołują jedynie chwilową konsternację, bo chyba nikt nie zakładał, że osoby niepełnosprawne są wykluczone z życia seksualnego. Mój blog głównie koncentruje się na słabowidzących oraz niewidomych, jednak tyczy się to także innych "przypadków".

    Pod jednym z moich ostatnich artykułów a'propos życia i rozwoju seksualnego osób z dysfunkcjami wzroku pojawiły się wyrazy oburzenia użytkowników Facebooka, że uznałem niewidomych za odmieńców  niezaznających orgazmu. Domyślam się, że autorzy tego typu wypowiedzi, zapoznali się jedynie z tytułem wpisu.

  
   Co łączy niepełnosprawnych i LGBT?

   
  Brak zrozumienia i walka o nie!

   Trudno oczekiwać aby każdy z nas miał na tyle wystarczająco determinacji by zgłębiać tajniki edukacji z zakresu pomagania niewidomym, czy np. języka migowego. Jednym życie i ich potencjał wrażliwości pozwala na walkę z zanieczyszczaniem środowiska, inni dokarmiają bezpańskie psy, a są i tacy, co wspierają budowę uli dla pszczół. Wszystkie te inicjatywy są w jakiś sposób ważne. Jeśli chodzi o LGBT, czy też osoby niepełnosprawne, to zaczynamy o nich myśleć i usiłujemy zrozumieć, kiedy ktoś z naszych bliskich lub my sami należymy do tej grupy. W efekcie trwają akcje nawołujące do niepozostawiania hulajnóg na środku drogi, by przykładowo osoba z dysfunkcją wzroku nie zrobiła sobie krzywdy, czy też kampanie walczące z homofobią w szkołach. Są zarówno mniejsze akcje społeczne, jak i większe zmieniające polskie prawo na korzyść obu tych grup.

   Wykluczenie społeczne oraz zawodowe!

   Nie wymaga to raczej większego komentarza. Myślę, że w obu przypadkach zmienia się to na lepsze. Ostatnie dziesięć lat przyniosły duże zmiany w świadomości Polaków. Zmiany w systemie edukacji, liczne kampanie społeczne i inne projekty wypromowały wiedzę na temat obu tych grup społecznych. Oczywiście wciąż dużo pracy przed nami.



   Nie wypowiadałbym się na żaden z tych tematów, gdybym się z nimi nie utożsamiał. W obu przypadkach mogę przytoczyć historie świadczące o głęboko zakorzenionych stereotypach.  Moi znajomi odmawiają mi nazywania siebie osobą niepełnosprawną, bo „jestem normalny. W rzeczywistości często potrafię ukryć fakt, iż posiadam jedynie 10% wzroku. Na co dzień nie poruszam się z białą laską, a moje okulary wyglądają na zerówki. Niedawno ktoś mi zasugerował, że moja przypadłość jest niewystarczająco medialna, bo nie sprawiam wrażenia inwalidy. Media niestety pogłębiają panujące stereotypy chcąc ukazywać same skrajne przypadki i jak dowodzą ostatnie wydarzenia związane z uczestniczką programu „Dancing With The Stars” Joanną Mazur, bardzo często odbiera się wizerunek osoby zrehabilitowanej, godnej naśladowania, w zamian serwując nieprawdziwy obraz ofiary losu.

    W temacie LGBT: koleguję się z osobą o konserwatywnych wartościach i moment w którym powiedziałem jej o swoich preferencjach był dla niej lekkim szokiem. Usłyszałem z jej ust słowa: „Nie mam nic do Ciebie, ale uważam, że homoseksualizm jest rzeczą nienormalną”.

   Również moi znajomi z grona osób pełnosprawnych po zderzeniu się z niektórymi blind ziomkami doznawali olśnienia: To niewidomi mogą chodzić bez problemu po mieszkaniu nie wpadając na innych? Niewidomi potrafią być weseli i można się z nimi dobrze bawić? Ona jest taka ładna i robi tyle rzeczy w swoim życiu, choć nie widzi? On naprawdę ogląda Netflixa, choć nic nie może zobaczyć? Itp. itd.

      Ostatnim wspólnym mianownikiem osób homoseksualnych oraz niepełnosprawnych są: 
   
   TRUDNOŚCI W BUDOWANIU RELACJI

   Dokładniej mam na myśli wyzwania z tym płynące i to jest moment, w którym chciałbym połączyć te oba przypadki w jeden.
   Odniosę sie do badań w zakresie seksualności, które w listopadzie ubiegłego roku przeprowadziłem na grupie 70 osób niepełnosprawnych wzrokowo.  Część wyników tamtych badań udostępniłem w jednym z poprzednich wpisów. 


   13% ankietowanych zaznaczyło, że nie jest hetero-normatywna, a podkreślam, że były to tylko osoby z problemami wzrokowymi.

 65,7% badanych przyznała, że ma w gronie swoich znajomych osoby o innej orientacji seksualnej, niż hetero. W tym 30, 4% to również słabowidzący oraz  niewidomi.  

   Osobiście świadomie znam 5 osób z blind branży, które nie są heteronormatywne. Jeżeli czytaliście mój wpis dotyczący związków osób z problemami wzrokowymi i sposobów naznalezienie miłości, wiecie, że nie jest to łatwe. Nie jest tak łatwo chłopakowi słabowidzącemu wychwycić zalotne spojrzenie koleżanki i zrobić następny krok, lub podejść do przypadkowej dziewczyny w klubie i zagadać. Z gejami jest podobnie. Żyjemy w czasach, kiedy hetero potrafią być bardziej zniewieściali od homo i naprawdę trzeba być ostrożnym. Różnica jest taka, że chłopak hetero podbijający do dziewczyny bez powodzenia co najwyżej może się ośmieszyć. W sytuacji osoby nieheteronormatywnej może się to skończyć nawet aktem agresji.

   Jeszcze większe wyzwanie stanowią aplikacje randkowe oparte na zdjęciach, czyli walorach wizualnych, niedostępnych dla każdego. Czekam na czasy, w których aplikacje randkowe zamieszczą możliwość nagrania próbki głosu, która pewnie zdradziłaby więcej, niż profil na Instagramie 😉

   Przy okazji omawiania randek osób hetero wspominałem już o zagrożeniu bycia wykorzystanym. Socjopatów czekający na bezbronnych inwalidów zdanych na łaskę pana nie brakuje.


   NOBODY'S PERFECT... szczególnie ja! 

    Nie uznaje siebie za osobę w pełni tolerancyjną. Jestem wręcz przekonany, że gdybym miał zdrowe oczy i był zupełnie heteronormatywny, byłbym homofobem i wyśmiewającym innych dupkiem. Nawet teraz bywam, choć w innych sferach życia. W czasie ostatniej wymiany młodzieży, którą miałem przyjemnośćorganizować, po raz pierwszy świadomie zetknąłem się z osobą transseksualną. Chłopak, który nie czuje się dobrze w swojej skórze, bo fizycznie jest kobietą. Nikt by nie pomyślał. Drobnej postury, nieśmiały, a jednocześnie bardzo życzliwy człowiek. Jednak zderzenie się z tym tematem było dla mnie na tyle nowe i nie do pojęcia, że rozmawiałem o tym z kilkoma osobami, aż do momentu kiedy moja koleżanka zganiła mnie, za przykuwanie do tego faktu takiej uwagi, jakby ta osoba miała wypisana na czole TRANS. A było wręcz odwrotnie- nie emanowała tym w żaden sposób. Poczułem wstyd, a jednocześnie zrozumiałem, że właśnie dotarłem do granic swojej otwartości umysłu. Granic, które zostały na nowo przesunięte. Zazwyczaj tak bywa, kiedy nie stykacie się ze zjawiskiem, a z człowiekiem. Ludzie potrafią nienawidzić katolików i mieć za przyjaciół osoby praktykujące. Nie akceptować gejów i składać co roku życzenia znalezienia miłości swojemu koledze homoseksualiście.   

   A Wy gdzie macie swoje granice zrozumienia tego, co nietypowe?
   Czekam na Wasze opinie i zapraszam do dyskusji szczególnie na stronie facebook: Słabowidzący- dobrze myślacy ;)

   Do następnego!


   


środa, 20 lutego 2019

Neapolitańczyk - nie mylić z Włochem


Opisywałem Wam niedawno moje doświadczenia zapachowe z Włoch. Tym razem podzielę się z Wami prawdziwą podróżniczą anegdotą, prawie rodem z programu Martyny Wojciechowskiej. Zapraszam Was do Neapolu…

Miasto na południu półwyspu Apenińskiego, będące niegdyś stolicą portową. Przez swoje atrakcyjne położenie od zawsze stanowiło łakomy kąsek dla monarchów i emigrantów ze wszystkich zakątków świata. Punkt zderzenia Afryki, Azji oraz Europy, dlatego trudno mówić o włoskiej kulturze, czy włoskim języku. Dla mieszkańców obrazą jest uznanie ich za ludzi z północy. Oni są neapolitańczykami, a ich dialekt zupełnie nie przypomina urzędowego włoskiego.  Są dumni z tej odrębności, choć za każdym z mieszkańców kryje się inna narodowość.

Moi znajomi, odbywający w tym mieście wolontariat podzielili się ze mną kilkoma doświadczeniami. Udzielają oni korepetycji lokalnym dzieciom, które nie zawsze chętnie współpracują i często mówią dialektem, aby ich asystenci nie mogli ich zrozumieć.

Często w trakcie dnia i nocy można usłyszeć fajerwerki. Sygnalizują one gdzie znajdują się dilerzy narkotykowi  lub, że właśnie jeden z członków mafii opuścił więzienie.

Postanowiłem sam zasmakować tego miejsca i zbaczając z turystycznego szlaku wkroczyłem w węższe, mieszkalne uliczki, gdzie dookoła rzucały się w oczy rozwieszone pranie, zarówno między budynkami, przed drzwiami wejściowymi, jak i na balkonach. Co parę metrów widziałem małe kapliczki z wizerunkami świętych, na pamiątkę zmarłych członków mafii. Przez otwarte okna i drzwi wejściowe widać było od razu niewielkich rozmiarów izby mieszkalne. Jedna z nich zawierała lodówkę z logo Coca- Coli na przeciwnej półce były porozkładane napoje. Tuż za lodówką znajdowała się prycza i leżąca na niej starsza kobieta. Tak wyglądał sklep. Co jakiś czas przejeżdżały koło mnie skutery, wywołując u mnie kurczowe trzymanie torby z aparatem fotograficznym. W pewnym momencie przy jednym z zaparkowanych pojazdów zobaczyłem dwóch zakapturzonych chłopaczków. Nie mieli więcej, niż 11 lat. Kiedy skierowałem obiektyw w ich stronę, jeden z nich zaczął coś do mnie krzyczeć w niezrozumiałym dla mnie dialekcie. Uspokoiłem go, mówiąc po włosku, że fotografowałem obiekt za nim.



W tym momencie usłyszałem głos mężczyzny, siedzącego po drugiej stronie ulicy, na małym schodku przed wejściem do mieszkania. Zganił krzyczącego na mnie młodziaka, po czym zawołał mnie do siebie. Potężnych rozmiarów facet w średnim wieku, z błękitnym szalikiem na szyi, tatuażami na rękach i w okularach przeciwsłonecznych na nosie.

- Mówisz po angielsku, czy po włosku? – zapytał, po czym z niewielkim trudem wstał.

- Po włosku.

- Wybacz tym chłopcom, ale to są dzieci Neapolu. Oni są prawdziwi. Nikogo nie udają. To jest ich miejsce i nie zawsze potrafią być uprzejmi.

- Nie ma problemu – odpowiedziałem.

- Siadaj – zaproponował, po czym oboje usiedliśmy na schodku.

- Skąd jesteś?

- Z Polski.

- O, Ojciec Wojtyła! Mam kilku przyjaciół z Polski. Powiem Ci coś o tym miejscu. Tu masz prawdziwy Neapol. W tej dzielnicy znajdziesz prawdziwych neapolitańczyków. Mówią, że tu jest niebezpiecznie, kradną, mordują- w tym momencie zacząłem się zastanawiać, czemu nie odczuwam lęku.

Czy w przeciwieństwie do innych turystów mam jakieś skryte zaburzenie, nie pozwalające mi przejmować się potencjalnym zagrożeniem.

- Ale powiem Ci jedną prawdę, którą musisz wiedzieć o Neapolu. Nie ważne jak o Tobie mówią, ale ważne by mówili. Nie ważne, czy jesteś zły, czy dobry – w tym momencie mężczyzna wskazał na przejeżdżającego chłopaka na skuterze i pomachał mu. – on na przykład sprzedaje heroinę, ale nikt go tu nie ocenia, bo każdemu należy się szacunek. Tu mieszka Hiszpan, tam Meksykanin, tam Kolumbijka – wymieniał kolejne osoby, pokazując na okna domu naprzeciwko.- ale wszyscy tutaj są dziećmi Neapolu. Tutaj nie znajdziesz Włochów

            W tym momencie podeszła do nas na oko 30- letnia kobieta:

- Poznajcie się! To moja siostra, a to mój przyjaciel, Polak – wskazał na mnie, a kobieta z uśmiechem odparła:

- Mam przyjaciółkę Polkę. Mieszka tutaj niedaleko.

Kobieta przeszła dalej, a mój tajemniczy przyjaciel zawołał do jedenastoletniego chłopca:

- Hej! Chodź tu! Zapozuj do zdjęcia! A ty cykaj foty!

- Nie, nie… Nie trzeba- powiedziałem, czując lekkie skrępowanie i obawiając się podstępu. Zrobiłbym kilka zdjęć, a potem oskarżyliby mnie o pedofilię. Ostatecznie jednak wykonałem zdjęcia, a chłopak zaskakująco ochoczo pozował.


Następnie mężczyzna podał mi rękę i wtedy poczułem, jak jest silny. Gdyby rzeczywiście chciał mnie skrzywdzić myślę, że dałby radę. Chyba, że w porę bym uciekł. Odchodząc pełen satysfakcji z przypadkowego spotkania, usłyszałem wołający mnie głos:

- Miko! – na początku całej mojej historii musiałem się przedstawić, ale szczerze nie potrafię umiejscowić tego momentu. – Chodź! Pokażę Ci prawdziwy Neapol! - rzekł, po czym zaprowadził mnie w dwa miejsca.

Pierwszym była pizzeria, niczym się nie wyróżniająca. Mój przewodnik uznał jednak, że koniecznie muszę ją sfotografować, bo jest to zabytkowy lokal. Drugie miejsce, było jedną z izb w której siedziała gromada facetów w średnim wieku, którzy oglądając mecz piłki nożnej śmiali się i na nasz widok rzucali żartobliwe teksty.  Jedyne co wyłapałem to „fare pompino”, czyli robienie loda. Pamiętam, ze jeden z nich siedział na zepsutym krześle, bez wypełnienia, czyli była to rama przez, którą - jak mi pokazał, było widać tyłek. Wyraziłem swoje zadziwienie wobec układu mieszkań, a właściwie izb, na pozór przypominających meliny. Na te słowa, mój Amico w szaliku zaprosił mnie do swojego mieszkania. W tamtym momencie moje zdziwienie sięgnęło szczytu. W przeciwieństwie do poprzednich lokali, izba ta przypominała luksusową wersję wystawy IKEA Nowoczesna kuchnia połączona z salonem, wszystko utrzymane w białym kolorze. Po tym, jak zrobiłem, na życzenie mojego przewodnika  zdjęcie  z portretem Jana Pawła ll, otworzył drzwi do sypialni - całej pozłacanej. Na tym etapie wycieczki czułem się lekko nieswojo, dlatego pokój ten oraz łazienkę oglądałem już z  progu.

Po całym tym spotkaniu zastanawiałem się kim był ten sympatyczny nieznajomy. Mafiozą? Podstarzałym homoseksualistą, czy po prostu otwartym na ludzi, dumnym z własnego pochodzenia Neapolitańczykiem, który dostarczył mi najciekawszych wrażeń z całej tej podróży?  

Jedno jest pewne. Neapol to miasto życia! W przeciwieństwie do Rzymu, czy Florencji, zakochałem się w nim i nie mogę się doczekać aż tam wrócę. Polecam każdemu wyjść z ciasnych, pełnych turystów uliczek i pozwolić sobie na kompletne zgubienie, znalezienie czegoś, czego się nie szukało.

Do następnego!

środa, 13 lutego 2019

Niewidomi TEŻ TO ROBIĄ!


                   

   Rok temu, pracując na Niewidzialnej Wystawie, w czasie jednej z przerw pracowniczych dowiedziałem się od kolegi, że jeden z największych serwisów filmów pornograficznych dostosował swoje produkcje do osób niewidomych poprzez audiodeskrypcje. Przyjąłem ten fakt, jako zabawną ciekawostkę, jednak dalsza rozmowa otworzyła mi oczy na wartość tej innowacji. Dla wielu z nas to pornografia stanowi wzór zachowań seksualnych. Nawet jeśli są one nieraz wypaczone, to poprzez obserwację najłatwiej dowiedzieć się, jak to działa. Jeśli nawet sami nie wyszukujemy takich treści, często szkoła podstawowa, czy gimnazjum stają się przestrzenią, gdzie nie potrzebny jest nauczyciel, by pozyskać przydatną wiedzę.
   
   Co jeśli rodzimy się osobą niewidomą, bądź słabowidzącą i od wczesnego dzieciństwa przebywamy w ośrodkach kształcących, gdzie z wielu powodów o wiele trudniej zdobyć wiedzę w zakresie edukacji seksualnej? Szkoła nie poruszy każdego tematu.

   Pamiętam czasy gimnazjum, kiedy uwielbiałem lekcje Przygotowanie do życia w rodzinie, bo moja prowadząca była kobietą w cudownym sposób omawiającą relacje międzyludzkie, role w rodzinie, czy też dylematy dotyczące okresu dojrzewania. Mimo to, nawet ona wzbraniała się przed odpowiadaniem na moje, często kontrowersyjne pytania, związane z seksem. Wynikały one z oglądanych przeze mnie brytyjskich programów promujących edukację seksualną, nieco wykraczającą poza szkolny program edukacji. Któregoś razu, po lekcji moja nauczycielka wytłumaczyła mi, że robi to ze względu na jedną, ociemniałą uczennicę, która na tle klasy była o wiele bardziej niewinna i chciała to uszanować. Z perspektywy czasu rozumiem jej punkt widzenia. Nie oznacza to, że zgadzam się z tego typu podejściem.

   Mówi się o molestowaniu seksualnym, inaczej złym dotyku. Czy potraficie określić intencję dotyku w stosunku do osoby niewidomej? Przecież korzystanie z tego zmysłu to podstawa!  Czy każdy z Was, drodzy niewidzący czytelnicy był zawsze pewien intencji osoby Was dotykającej?

   Mój kolega uświadomił mnie o niesamowitych brakach w edukacji seksualnej osób niepełnosprawnych wzrokowo. Łatwo znaleźć publikacje dotyczące seksualności osób z dysfunkcjami neurologicznymi, ale kiedy poszukacie materiałów edukacyjnych dla społeczności blind, odkrywacie duży deficyt.

   Zbadajmy temat!



   W listopadzie minionego roku przeprowadziłem wśród Was, osób niewidomych  oraz słabowidzących, autorską ankietę z pytaniami z zakresu świadomości swojej seksualności, edukacji oraz doświadczeń. Sam fakt, iż odpowiedziało na nią 70 osób, oznacza że jest to temat wart poruszenia. Poniżej chciałbym podzielić się z Wami wnioskami oraz wynikami moich małych badań, abyśmy wszyscy mogli zobaczyć, o czym chcemy wiedzieć więcej. Mam nadzieję, że ten wpis stanie się początkiem serii dyskusji, wymiany doświadczeń, wywiadów i rozwieje mgłę niewiedzy oraz niepotrzebnego wstydu przed zadawaniem pytań.

   Kto odpowiadał na pytania?

   W ankiecie udało mi się uzyskać głos zarówno pań (57,1%), jak i panów (42,9%). Byli oni zróżnicowani wiekowo, jak i w poziomie niedowidzenia co pozwala twierdzić, że poniższe wnioski dotyczą potrzeb całej grupy społecznej. Dodatkowo 12% respondentów deklaruje inną orientację seksualną, niż hetero.  


   Zapytałem Was, czy uznajecie swoją wiedzę z zakresu edukacji seksualnej za wystarczającą i optymistycznie w 87 % twierdzicie, że tak!

   Skąd czerpiecie wiedzę?

   Tak jak podejrzewałem najczęstszymi źródłami wiedzy są książki oraz internet. Następnie 47% z was wybrało szkołę i znajomych, a jedynie 31, 4 % grupy pozyskuje wiedzę od rodziców. W końcu z praktyki wynika, że coś powinni wiedzieć 😉


   Niepełnosprawni HOMOSEKSUALIŚCI

   Dla niektórych przeciwników mniejszości LGBT, sama orientacja stanowi dysfunkcję, co oczywiście prawdą nie jest.  Zjawiskiem tylko pozornie egzotycznym jest fakt, że wśród moich respondentów znalazły się osoby biseksualne, homoseksualne, aseksualne, a nawet osoba niepotrafiąca określić swojej orientacji.  

   Myślę, że dla tych 12 % również istnieje wiele zagadnień stanowiących wyzwanie. Osobiście znam dwie homoseksualne osoby słabowidzące, które przyznają, że i bez jakichkolwiek dysfunkcji ich funkcjonowanie w polskim społeczeństwie byłoby niełatwe, a tego typu urozmaicenie, zdaje się być kiepskim żartem.

   W jakich zagadnieniach czujecie się niepewnie?

   Możliwości antykoncepcji u osób z problemami wzrokowymi? Czy są przeciwskazania?

   Inicjacja seksualne, przechodzenie ciąży i ewentualne rodzicielstwo w przypadku niewidomych, czy też słabowidzących.
Pozycje seksualne, ten temat leży wśród osób niewidomych, nie ma kto pokazać, wytłumaczyć. Zabawki erotyczne to kolejny nieznany temat. Mało jest dostępnej literatury.”

   Czy istnieje różnica w odczuwaniu przyjemności seksualnych u osób niewidomych?

      O jakie zagadnienia powinna zostać poszerzona edukacja seksualna osób niepełnosprawnych wzrokowo?

   Dotyk
   „Jak zachowywać się w stosunku do osoby niewidomej, słabowidzącej? Jak one odczuwają, co może je niepokoić, czy np. lubią dotyk, czy trzeba je o każdym kroku/dotyku informować?”

   Komunikacja seksualna i stawianie granic
„Warto poruszać wśród niewidomych i słabowidzących temat stawiania granic osobistych oraz uwrażliwiania ich w zakresie nadużyć seksualnych ze strony innych osób. Z drugiej strony ważna jest także edukacja oparta na przełamywaniu barier przed nawiązywaniem relacji z innymi. W sumie życie seksualne osób z dysfunkcją wzroku powinno być na takim poziomie jak osób zdrowych. „

   Orientacja seksualna, a niepełnosprawność
"Orientacja seksualna, a niepełnosprawność czy ma to jakiś wpływ na siebie nawzajem?”

   Wpływ aktywności seksualnych na wzrok
Wpływ aktywności w czasie seksu na narząd wzroku, a konkretnie wzrost ciśnienia w gałce ocznej, zagrożenia u osób po odwarstwieniach siatkówki, które mają narzucone ograniczenia wykonywania aktywności fizycznej, podnoszenia itp. Znane są przypadki, kiedy nastąpiło wtórne odwastwienie siatkówki krótko po stosunku płciowym.”

   Atrakcyjność
Warto uświadamiać osoby pełnosprawne, ze osoby z dysfunkcją wzroku także pragną się podobać płci przeciwnej, części z nich zależy na atrakcyjnym wyglądzie. Ponadto zdecydowana większość osób niewidomych ma potrzeby seksualne wbrew temu, co się na ogół sądzi.”

   Temat, który nieco mnie zaskoczył w kontekście badań jest RODZICIELSTWO osób niewidomych.

   Mam nadzieję, że ten wpis otworzy drzwi do dyskusji, przemyśleń, wywiadów i wiedzy, której wcześniej nam brakowało. Jesteśmy w momencie, kiedy „Sztuka kochania” powróciła do bestsellerów, a niedługo po niej króluje współczesna publikacja dotycząca edukacji seksualnej, promowana przez Anną Rubik. To dobry czas, by rozwiać wątpliwości i zainspirować również seksuologów oraz innych specjalistów do pochylenia się nad tematem, dotyczącym nas, osób niepełnosprawne wzrokowo.
   Czekam na Wasze opinie i zachęcam do udostępniania tego wpisu, aby jak najwięcej osób przyłączyło się do tego projektu.

Do następnego!  

środa, 6 lutego 2019

Początek lutego - Szczęśliwego Nowego Roku!

   Mój blog w swojej oprawie wizualnej przypomina kącik twórczy trzynastolatka, choć możecie mi zaufać, że moja działalność internetowa z tamtego okresu jest bliższa „twórczości pijanej ośmiolatki” – jakby to ujął mój nauczyciel od montażu video. Skoro o filmach mowa, nie da się ukryć, że moje zeszłoroczne podrygi na YouTube’ie pokazały niezły potencjał, wymagający lepszego warsztatu i regularności pracy.  Jeśli ten wpis czyta którykolwiek z moich prawdziwych czytelników, a nie ziomek chwalący mnie za działalność internetową i proszący o rady, choć nigdy w życiu nie zapoznał się z moim contentem, to łatwo może wyczuć pewną monotematyczność. Nawoływanie do działania, obietnice rozwoju bloga itp. Co z tego wychodzi?

   DUPA

   Nie boję się użyć tego prostego i być może prymitywnego określenia, bo nie wątpię, że moi  odbiorcy nawet Ci kilkunastoletni, znają ciekawsze sformułowania. Nie bez powodu poświęcam kilka zdań kulturze języka, bo niedawno dotarło do mnie jak bardzo nieświadomy bywam w swojej pracy. W ostatnich miesiącach regularnie piszę do gazety młodzieżowej wydawanej przez Polski Związek Niewidomych, „Światełko”. Byłem zaskoczony odwiedzając redakcje, na wieść, że mój artykuł o zapachach w Perugii obiegł wszystkich i pozostawił rumieńce na twarzach. Z uśmiechem przyjąłem do wiadomości fakt, iż musiał on być mocno ocenzurowany. Po powrocie do domu, spojrzałem na niego i rzeczywiście pisanie o sensualności zapachowej przypominającej odór odbytego stosunku seksualnego jest nie na miejscu.
pozytywy

   Podobno mój styl pisania uległ zmianie, jak cała osobowość pod wpływem kilkumiesięcznej migracji do Włoch. Odsłuchując wiadomości głosowe wysyłane do moich przyjaciół, trudno mi w to uwierzyć, bo oswojenie języka włoskiego w użyciu codziennym raczej, w moim odczuciu, poskutkowało zdeformowaniem słownictwa polskiego.
Bardzo jestem zapalony do kilku projektów, ale pomimo rad, aby robić małe kroczki, średnio przechodzę do działania. Jedyne w czym nie próżnuję to analizowanie swojego życia, decyzji, przeszłości oraz kolejnych wyborów. Doszedłem nawet do wniosku, że  z tej całej niemocy, a jednoczesnej chęci mówienia o tym, powinienem spróbować w stend- upie. Okres zamieszkiwania z ludźmi, którzy nie zawsze rozumieli mój angielski, polski, bądź zwyczajny światopogląd nakłonił mnie do prowadzenie długich konwersacji z samym sobą. Przecież na makaroniarskich uliczkach nikt mnie nie zrozumie. Śmianie się do samego siebie  i wyśpiewywanie „Niech żyje bal” na pewno można zaliczać do objawów szaleństwa, jeśli nie towarzyszy temu butelka taniego wina.
Myślę, że gdyby człowiek mógł spieniężać trwanie w poczuciu zajebistości, to byłbym bogaczem. Jestem tego prawie tak mocno pewien, jak tego, że gdyby moja mama mnie nie kochała, zostałbym raperem.  

   Rozumiem artystów, których najlepsze dzieła zrodziły się w cierpieniu. Jak jest nam dobrze, to motywacja spada. Wystarczy spojrzeć na kilku youtuberów, od święta wstawiających filmy, okazujące się być sponsorowane. Jeśli tzw. zajawka znika, to jeszcze pozostaje potrzeba pieniędzy. W ostatnim miesiącu przekonałem się, że nawet kiedy myślicie, że macie stałe źródło dochodu, możecie obudzić się z ręką w nocniku. Wystarczy kilka błędów systemowych.
Kończę realizację wolontariatu europejskiego wymiana młodzieży, która odbędzie się już w marcu. Jest to akurat moje małe dziecko, wzbudzające ekscytację, bo czegoś takiego, jeszcze nie robiłem.

   Staram się obecnie o znalezienie pracy lub stażu w branży medialno – kulturalnej, więc chyba rozumiecie, że musiałem coś napisać, bo reklamowanie się w CV blogiem, na którym nie wstawia się postów od miesięcy to lekka kicha. Przyjmijcie ten wpis z wyrozumiałością, bo był mi on potrzebny, aby cokolwiek zrobić ku lepszemu jutru. Mówicie mi w komentarzach, że sprawiam wrażenie pozytywnej osoby i darzycie mnie innymi ciepłymi słowami. Dziękuję, że jesteście.  Nawet garstka prawdziwych odbiorców jest lepsza, niż tysiące lajków, choć nie oszukujmy się, robią one nam wszystkim dobrze. Tak przy okazji, na mojej stronie Facebook jest Was prawie 500. Fajnie! Czasem upadamy i mamy ochotę tupać nóżką, choć obiektywnie żadne tragedia się nie dzieje.

   Kiedyś Andrzej Tucholski w jednym ze swoich filmików powiedział, że nasz rok kalendarzowy nie kończy się wraz z 31 grudnia. Nieraz potrzebujemy więcej czasu, by pozamykać kilka spraw i zacząć nowy rozdział w sowim życiu. Mamy początek lutego, a ja Wam mówię: Szczęśliwego Nowego Roku! 
  
   Do następnego!