środa, 20 lutego 2019

Neapolitańczyk - nie mylić z Włochem


Opisywałem Wam niedawno moje doświadczenia zapachowe z Włoch. Tym razem podzielę się z Wami prawdziwą podróżniczą anegdotą, prawie rodem z programu Martyny Wojciechowskiej. Zapraszam Was do Neapolu…

Miasto na południu półwyspu Apenińskiego, będące niegdyś stolicą portową. Przez swoje atrakcyjne położenie od zawsze stanowiło łakomy kąsek dla monarchów i emigrantów ze wszystkich zakątków świata. Punkt zderzenia Afryki, Azji oraz Europy, dlatego trudno mówić o włoskiej kulturze, czy włoskim języku. Dla mieszkańców obrazą jest uznanie ich za ludzi z północy. Oni są neapolitańczykami, a ich dialekt zupełnie nie przypomina urzędowego włoskiego.  Są dumni z tej odrębności, choć za każdym z mieszkańców kryje się inna narodowość.

Moi znajomi, odbywający w tym mieście wolontariat podzielili się ze mną kilkoma doświadczeniami. Udzielają oni korepetycji lokalnym dzieciom, które nie zawsze chętnie współpracują i często mówią dialektem, aby ich asystenci nie mogli ich zrozumieć.

Często w trakcie dnia i nocy można usłyszeć fajerwerki. Sygnalizują one gdzie znajdują się dilerzy narkotykowi  lub, że właśnie jeden z członków mafii opuścił więzienie.

Postanowiłem sam zasmakować tego miejsca i zbaczając z turystycznego szlaku wkroczyłem w węższe, mieszkalne uliczki, gdzie dookoła rzucały się w oczy rozwieszone pranie, zarówno między budynkami, przed drzwiami wejściowymi, jak i na balkonach. Co parę metrów widziałem małe kapliczki z wizerunkami świętych, na pamiątkę zmarłych członków mafii. Przez otwarte okna i drzwi wejściowe widać było od razu niewielkich rozmiarów izby mieszkalne. Jedna z nich zawierała lodówkę z logo Coca- Coli na przeciwnej półce były porozkładane napoje. Tuż za lodówką znajdowała się prycza i leżąca na niej starsza kobieta. Tak wyglądał sklep. Co jakiś czas przejeżdżały koło mnie skutery, wywołując u mnie kurczowe trzymanie torby z aparatem fotograficznym. W pewnym momencie przy jednym z zaparkowanych pojazdów zobaczyłem dwóch zakapturzonych chłopaczków. Nie mieli więcej, niż 11 lat. Kiedy skierowałem obiektyw w ich stronę, jeden z nich zaczął coś do mnie krzyczeć w niezrozumiałym dla mnie dialekcie. Uspokoiłem go, mówiąc po włosku, że fotografowałem obiekt za nim.



W tym momencie usłyszałem głos mężczyzny, siedzącego po drugiej stronie ulicy, na małym schodku przed wejściem do mieszkania. Zganił krzyczącego na mnie młodziaka, po czym zawołał mnie do siebie. Potężnych rozmiarów facet w średnim wieku, z błękitnym szalikiem na szyi, tatuażami na rękach i w okularach przeciwsłonecznych na nosie.

- Mówisz po angielsku, czy po włosku? – zapytał, po czym z niewielkim trudem wstał.

- Po włosku.

- Wybacz tym chłopcom, ale to są dzieci Neapolu. Oni są prawdziwi. Nikogo nie udają. To jest ich miejsce i nie zawsze potrafią być uprzejmi.

- Nie ma problemu – odpowiedziałem.

- Siadaj – zaproponował, po czym oboje usiedliśmy na schodku.

- Skąd jesteś?

- Z Polski.

- O, Ojciec Wojtyła! Mam kilku przyjaciół z Polski. Powiem Ci coś o tym miejscu. Tu masz prawdziwy Neapol. W tej dzielnicy znajdziesz prawdziwych neapolitańczyków. Mówią, że tu jest niebezpiecznie, kradną, mordują- w tym momencie zacząłem się zastanawiać, czemu nie odczuwam lęku.

Czy w przeciwieństwie do innych turystów mam jakieś skryte zaburzenie, nie pozwalające mi przejmować się potencjalnym zagrożeniem.

- Ale powiem Ci jedną prawdę, którą musisz wiedzieć o Neapolu. Nie ważne jak o Tobie mówią, ale ważne by mówili. Nie ważne, czy jesteś zły, czy dobry – w tym momencie mężczyzna wskazał na przejeżdżającego chłopaka na skuterze i pomachał mu. – on na przykład sprzedaje heroinę, ale nikt go tu nie ocenia, bo każdemu należy się szacunek. Tu mieszka Hiszpan, tam Meksykanin, tam Kolumbijka – wymieniał kolejne osoby, pokazując na okna domu naprzeciwko.- ale wszyscy tutaj są dziećmi Neapolu. Tutaj nie znajdziesz Włochów

            W tym momencie podeszła do nas na oko 30- letnia kobieta:

- Poznajcie się! To moja siostra, a to mój przyjaciel, Polak – wskazał na mnie, a kobieta z uśmiechem odparła:

- Mam przyjaciółkę Polkę. Mieszka tutaj niedaleko.

Kobieta przeszła dalej, a mój tajemniczy przyjaciel zawołał do jedenastoletniego chłopca:

- Hej! Chodź tu! Zapozuj do zdjęcia! A ty cykaj foty!

- Nie, nie… Nie trzeba- powiedziałem, czując lekkie skrępowanie i obawiając się podstępu. Zrobiłbym kilka zdjęć, a potem oskarżyliby mnie o pedofilię. Ostatecznie jednak wykonałem zdjęcia, a chłopak zaskakująco ochoczo pozował.


Następnie mężczyzna podał mi rękę i wtedy poczułem, jak jest silny. Gdyby rzeczywiście chciał mnie skrzywdzić myślę, że dałby radę. Chyba, że w porę bym uciekł. Odchodząc pełen satysfakcji z przypadkowego spotkania, usłyszałem wołający mnie głos:

- Miko! – na początku całej mojej historii musiałem się przedstawić, ale szczerze nie potrafię umiejscowić tego momentu. – Chodź! Pokażę Ci prawdziwy Neapol! - rzekł, po czym zaprowadził mnie w dwa miejsca.

Pierwszym była pizzeria, niczym się nie wyróżniająca. Mój przewodnik uznał jednak, że koniecznie muszę ją sfotografować, bo jest to zabytkowy lokal. Drugie miejsce, było jedną z izb w której siedziała gromada facetów w średnim wieku, którzy oglądając mecz piłki nożnej śmiali się i na nasz widok rzucali żartobliwe teksty.  Jedyne co wyłapałem to „fare pompino”, czyli robienie loda. Pamiętam, ze jeden z nich siedział na zepsutym krześle, bez wypełnienia, czyli była to rama przez, którą - jak mi pokazał, było widać tyłek. Wyraziłem swoje zadziwienie wobec układu mieszkań, a właściwie izb, na pozór przypominających meliny. Na te słowa, mój Amico w szaliku zaprosił mnie do swojego mieszkania. W tamtym momencie moje zdziwienie sięgnęło szczytu. W przeciwieństwie do poprzednich lokali, izba ta przypominała luksusową wersję wystawy IKEA Nowoczesna kuchnia połączona z salonem, wszystko utrzymane w białym kolorze. Po tym, jak zrobiłem, na życzenie mojego przewodnika  zdjęcie  z portretem Jana Pawła ll, otworzył drzwi do sypialni - całej pozłacanej. Na tym etapie wycieczki czułem się lekko nieswojo, dlatego pokój ten oraz łazienkę oglądałem już z  progu.

Po całym tym spotkaniu zastanawiałem się kim był ten sympatyczny nieznajomy. Mafiozą? Podstarzałym homoseksualistą, czy po prostu otwartym na ludzi, dumnym z własnego pochodzenia Neapolitańczykiem, który dostarczył mi najciekawszych wrażeń z całej tej podróży?  

Jedno jest pewne. Neapol to miasto życia! W przeciwieństwie do Rzymu, czy Florencji, zakochałem się w nim i nie mogę się doczekać aż tam wrócę. Polecam każdemu wyjść z ciasnych, pełnych turystów uliczek i pozwolić sobie na kompletne zgubienie, znalezienie czegoś, czego się nie szukało.

Do następnego!

środa, 13 lutego 2019

Niewidomi TEŻ TO ROBIĄ!


                   

   Rok temu, pracując na Niewidzialnej Wystawie, w czasie jednej z przerw pracowniczych dowiedziałem się od kolegi, że jeden z największych serwisów filmów pornograficznych dostosował swoje produkcje do osób niewidomych poprzez audiodeskrypcje. Przyjąłem ten fakt, jako zabawną ciekawostkę, jednak dalsza rozmowa otworzyła mi oczy na wartość tej innowacji. Dla wielu z nas to pornografia stanowi wzór zachowań seksualnych. Nawet jeśli są one nieraz wypaczone, to poprzez obserwację najłatwiej dowiedzieć się, jak to działa. Jeśli nawet sami nie wyszukujemy takich treści, często szkoła podstawowa, czy gimnazjum stają się przestrzenią, gdzie nie potrzebny jest nauczyciel, by pozyskać przydatną wiedzę.
   
   Co jeśli rodzimy się osobą niewidomą, bądź słabowidzącą i od wczesnego dzieciństwa przebywamy w ośrodkach kształcących, gdzie z wielu powodów o wiele trudniej zdobyć wiedzę w zakresie edukacji seksualnej? Szkoła nie poruszy każdego tematu.

   Pamiętam czasy gimnazjum, kiedy uwielbiałem lekcje Przygotowanie do życia w rodzinie, bo moja prowadząca była kobietą w cudownym sposób omawiającą relacje międzyludzkie, role w rodzinie, czy też dylematy dotyczące okresu dojrzewania. Mimo to, nawet ona wzbraniała się przed odpowiadaniem na moje, często kontrowersyjne pytania, związane z seksem. Wynikały one z oglądanych przeze mnie brytyjskich programów promujących edukację seksualną, nieco wykraczającą poza szkolny program edukacji. Któregoś razu, po lekcji moja nauczycielka wytłumaczyła mi, że robi to ze względu na jedną, ociemniałą uczennicę, która na tle klasy była o wiele bardziej niewinna i chciała to uszanować. Z perspektywy czasu rozumiem jej punkt widzenia. Nie oznacza to, że zgadzam się z tego typu podejściem.

   Mówi się o molestowaniu seksualnym, inaczej złym dotyku. Czy potraficie określić intencję dotyku w stosunku do osoby niewidomej? Przecież korzystanie z tego zmysłu to podstawa!  Czy każdy z Was, drodzy niewidzący czytelnicy był zawsze pewien intencji osoby Was dotykającej?

   Mój kolega uświadomił mnie o niesamowitych brakach w edukacji seksualnej osób niepełnosprawnych wzrokowo. Łatwo znaleźć publikacje dotyczące seksualności osób z dysfunkcjami neurologicznymi, ale kiedy poszukacie materiałów edukacyjnych dla społeczności blind, odkrywacie duży deficyt.

   Zbadajmy temat!



   W listopadzie minionego roku przeprowadziłem wśród Was, osób niewidomych  oraz słabowidzących, autorską ankietę z pytaniami z zakresu świadomości swojej seksualności, edukacji oraz doświadczeń. Sam fakt, iż odpowiedziało na nią 70 osób, oznacza że jest to temat wart poruszenia. Poniżej chciałbym podzielić się z Wami wnioskami oraz wynikami moich małych badań, abyśmy wszyscy mogli zobaczyć, o czym chcemy wiedzieć więcej. Mam nadzieję, że ten wpis stanie się początkiem serii dyskusji, wymiany doświadczeń, wywiadów i rozwieje mgłę niewiedzy oraz niepotrzebnego wstydu przed zadawaniem pytań.

   Kto odpowiadał na pytania?

   W ankiecie udało mi się uzyskać głos zarówno pań (57,1%), jak i panów (42,9%). Byli oni zróżnicowani wiekowo, jak i w poziomie niedowidzenia co pozwala twierdzić, że poniższe wnioski dotyczą potrzeb całej grupy społecznej. Dodatkowo 12% respondentów deklaruje inną orientację seksualną, niż hetero.  


   Zapytałem Was, czy uznajecie swoją wiedzę z zakresu edukacji seksualnej za wystarczającą i optymistycznie w 87 % twierdzicie, że tak!

   Skąd czerpiecie wiedzę?

   Tak jak podejrzewałem najczęstszymi źródłami wiedzy są książki oraz internet. Następnie 47% z was wybrało szkołę i znajomych, a jedynie 31, 4 % grupy pozyskuje wiedzę od rodziców. W końcu z praktyki wynika, że coś powinni wiedzieć 😉


   Niepełnosprawni HOMOSEKSUALIŚCI

   Dla niektórych przeciwników mniejszości LGBT, sama orientacja stanowi dysfunkcję, co oczywiście prawdą nie jest.  Zjawiskiem tylko pozornie egzotycznym jest fakt, że wśród moich respondentów znalazły się osoby biseksualne, homoseksualne, aseksualne, a nawet osoba niepotrafiąca określić swojej orientacji.  

   Myślę, że dla tych 12 % również istnieje wiele zagadnień stanowiących wyzwanie. Osobiście znam dwie homoseksualne osoby słabowidzące, które przyznają, że i bez jakichkolwiek dysfunkcji ich funkcjonowanie w polskim społeczeństwie byłoby niełatwe, a tego typu urozmaicenie, zdaje się być kiepskim żartem.

   W jakich zagadnieniach czujecie się niepewnie?

   Możliwości antykoncepcji u osób z problemami wzrokowymi? Czy są przeciwskazania?

   Inicjacja seksualne, przechodzenie ciąży i ewentualne rodzicielstwo w przypadku niewidomych, czy też słabowidzących.
Pozycje seksualne, ten temat leży wśród osób niewidomych, nie ma kto pokazać, wytłumaczyć. Zabawki erotyczne to kolejny nieznany temat. Mało jest dostępnej literatury.”

   Czy istnieje różnica w odczuwaniu przyjemności seksualnych u osób niewidomych?

      O jakie zagadnienia powinna zostać poszerzona edukacja seksualna osób niepełnosprawnych wzrokowo?

   Dotyk
   „Jak zachowywać się w stosunku do osoby niewidomej, słabowidzącej? Jak one odczuwają, co może je niepokoić, czy np. lubią dotyk, czy trzeba je o każdym kroku/dotyku informować?”

   Komunikacja seksualna i stawianie granic
„Warto poruszać wśród niewidomych i słabowidzących temat stawiania granic osobistych oraz uwrażliwiania ich w zakresie nadużyć seksualnych ze strony innych osób. Z drugiej strony ważna jest także edukacja oparta na przełamywaniu barier przed nawiązywaniem relacji z innymi. W sumie życie seksualne osób z dysfunkcją wzroku powinno być na takim poziomie jak osób zdrowych. „

   Orientacja seksualna, a niepełnosprawność
"Orientacja seksualna, a niepełnosprawność czy ma to jakiś wpływ na siebie nawzajem?”

   Wpływ aktywności seksualnych na wzrok
Wpływ aktywności w czasie seksu na narząd wzroku, a konkretnie wzrost ciśnienia w gałce ocznej, zagrożenia u osób po odwarstwieniach siatkówki, które mają narzucone ograniczenia wykonywania aktywności fizycznej, podnoszenia itp. Znane są przypadki, kiedy nastąpiło wtórne odwastwienie siatkówki krótko po stosunku płciowym.”

   Atrakcyjność
Warto uświadamiać osoby pełnosprawne, ze osoby z dysfunkcją wzroku także pragną się podobać płci przeciwnej, części z nich zależy na atrakcyjnym wyglądzie. Ponadto zdecydowana większość osób niewidomych ma potrzeby seksualne wbrew temu, co się na ogół sądzi.”

   Temat, który nieco mnie zaskoczył w kontekście badań jest RODZICIELSTWO osób niewidomych.

   Mam nadzieję, że ten wpis otworzy drzwi do dyskusji, przemyśleń, wywiadów i wiedzy, której wcześniej nam brakowało. Jesteśmy w momencie, kiedy „Sztuka kochania” powróciła do bestsellerów, a niedługo po niej króluje współczesna publikacja dotycząca edukacji seksualnej, promowana przez Anną Rubik. To dobry czas, by rozwiać wątpliwości i zainspirować również seksuologów oraz innych specjalistów do pochylenia się nad tematem, dotyczącym nas, osób niepełnosprawne wzrokowo.
   Czekam na Wasze opinie i zachęcam do udostępniania tego wpisu, aby jak najwięcej osób przyłączyło się do tego projektu.

Do następnego!  

środa, 6 lutego 2019

Początek lutego - Szczęśliwego Nowego Roku!

   Mój blog w swojej oprawie wizualnej przypomina kącik twórczy trzynastolatka, choć możecie mi zaufać, że moja działalność internetowa z tamtego okresu jest bliższa „twórczości pijanej ośmiolatki” – jakby to ujął mój nauczyciel od montażu video. Skoro o filmach mowa, nie da się ukryć, że moje zeszłoroczne podrygi na YouTube’ie pokazały niezły potencjał, wymagający lepszego warsztatu i regularności pracy.  Jeśli ten wpis czyta którykolwiek z moich prawdziwych czytelników, a nie ziomek chwalący mnie za działalność internetową i proszący o rady, choć nigdy w życiu nie zapoznał się z moim contentem, to łatwo może wyczuć pewną monotematyczność. Nawoływanie do działania, obietnice rozwoju bloga itp. Co z tego wychodzi?

   DUPA

   Nie boję się użyć tego prostego i być może prymitywnego określenia, bo nie wątpię, że moi  odbiorcy nawet Ci kilkunastoletni, znają ciekawsze sformułowania. Nie bez powodu poświęcam kilka zdań kulturze języka, bo niedawno dotarło do mnie jak bardzo nieświadomy bywam w swojej pracy. W ostatnich miesiącach regularnie piszę do gazety młodzieżowej wydawanej przez Polski Związek Niewidomych, „Światełko”. Byłem zaskoczony odwiedzając redakcje, na wieść, że mój artykuł o zapachach w Perugii obiegł wszystkich i pozostawił rumieńce na twarzach. Z uśmiechem przyjąłem do wiadomości fakt, iż musiał on być mocno ocenzurowany. Po powrocie do domu, spojrzałem na niego i rzeczywiście pisanie o sensualności zapachowej przypominającej odór odbytego stosunku seksualnego jest nie na miejscu.
pozytywy

   Podobno mój styl pisania uległ zmianie, jak cała osobowość pod wpływem kilkumiesięcznej migracji do Włoch. Odsłuchując wiadomości głosowe wysyłane do moich przyjaciół, trudno mi w to uwierzyć, bo oswojenie języka włoskiego w użyciu codziennym raczej, w moim odczuciu, poskutkowało zdeformowaniem słownictwa polskiego.
Bardzo jestem zapalony do kilku projektów, ale pomimo rad, aby robić małe kroczki, średnio przechodzę do działania. Jedyne w czym nie próżnuję to analizowanie swojego życia, decyzji, przeszłości oraz kolejnych wyborów. Doszedłem nawet do wniosku, że  z tej całej niemocy, a jednoczesnej chęci mówienia o tym, powinienem spróbować w stend- upie. Okres zamieszkiwania z ludźmi, którzy nie zawsze rozumieli mój angielski, polski, bądź zwyczajny światopogląd nakłonił mnie do prowadzenie długich konwersacji z samym sobą. Przecież na makaroniarskich uliczkach nikt mnie nie zrozumie. Śmianie się do samego siebie  i wyśpiewywanie „Niech żyje bal” na pewno można zaliczać do objawów szaleństwa, jeśli nie towarzyszy temu butelka taniego wina.
Myślę, że gdyby człowiek mógł spieniężać trwanie w poczuciu zajebistości, to byłbym bogaczem. Jestem tego prawie tak mocno pewien, jak tego, że gdyby moja mama mnie nie kochała, zostałbym raperem.  

   Rozumiem artystów, których najlepsze dzieła zrodziły się w cierpieniu. Jak jest nam dobrze, to motywacja spada. Wystarczy spojrzeć na kilku youtuberów, od święta wstawiających filmy, okazujące się być sponsorowane. Jeśli tzw. zajawka znika, to jeszcze pozostaje potrzeba pieniędzy. W ostatnim miesiącu przekonałem się, że nawet kiedy myślicie, że macie stałe źródło dochodu, możecie obudzić się z ręką w nocniku. Wystarczy kilka błędów systemowych.
Kończę realizację wolontariatu europejskiego wymiana młodzieży, która odbędzie się już w marcu. Jest to akurat moje małe dziecko, wzbudzające ekscytację, bo czegoś takiego, jeszcze nie robiłem.

   Staram się obecnie o znalezienie pracy lub stażu w branży medialno – kulturalnej, więc chyba rozumiecie, że musiałem coś napisać, bo reklamowanie się w CV blogiem, na którym nie wstawia się postów od miesięcy to lekka kicha. Przyjmijcie ten wpis z wyrozumiałością, bo był mi on potrzebny, aby cokolwiek zrobić ku lepszemu jutru. Mówicie mi w komentarzach, że sprawiam wrażenie pozytywnej osoby i darzycie mnie innymi ciepłymi słowami. Dziękuję, że jesteście.  Nawet garstka prawdziwych odbiorców jest lepsza, niż tysiące lajków, choć nie oszukujmy się, robią one nam wszystkim dobrze. Tak przy okazji, na mojej stronie Facebook jest Was prawie 500. Fajnie! Czasem upadamy i mamy ochotę tupać nóżką, choć obiektywnie żadne tragedia się nie dzieje.

   Kiedyś Andrzej Tucholski w jednym ze swoich filmików powiedział, że nasz rok kalendarzowy nie kończy się wraz z 31 grudnia. Nieraz potrzebujemy więcej czasu, by pozamykać kilka spraw i zacząć nowy rozdział w sowim życiu. Mamy początek lutego, a ja Wam mówię: Szczęśliwego Nowego Roku! 
  
   Do następnego!

niedziela, 4 listopada 2018

Jak pachnie Umbriaa? SEKS, CZEKOLADA I KWIATY



   Nieco groteskowym wydaje  się opisywanie zapachów Umbrii,  czując obecnie jedynie zeżarty czosnek i odór własnych gili.  Ten stan zawdzięczam klimatyzacji linii samolotów Ryanair!  Uznajmy, że to niepisany warunek taniego transportu.

   Mimo takiego tematu nie chciałbym popaść w grafomanię lub nudne opisy rodem lektury Elizy Orzeszkowej, choć prawdopodobnie jakością bym jej nie dorównał. 

   Nie chcę wciskać kitu, tym, którzy fascynują się funkcjonowaniem osób niepełnosprawnych wzrokowo, że zapachy rozpoznaję w sposób nadnaturalny.  Lubię na nie zwracać uwagę, bo tworzą nie raz piękniejsze obrazy, niż kolory; silniej oddziaływują na wyobraźnię, a także przywołują wspomnienia.

   UWIELBIAM ZAPACHY PERFUM!
   
    Nie raz zwracałem uwagę na kobiety pachnące jak moja mama, kiedy miałem 4, 7, lub 10 lat. Pracując na Niewidzialnej Wystawie potrafiłem czuć sympatię, a nawet pociąg seksualny do kogoś o szczególnym zapachu. Moja koleżanka z pracy powiedziała mi, że czasem pyta ludzi o to, jakich perfum używają,  lecz oni nie zawsze chcą zdadzić ten sekret.

   Od tego warto zacząć!


   JAK PACHNĄ WŁOSZKI I WŁOSI? 

   Niedawno w jednej z moich relacji na Instagramie odpowiedziałem, że kobiety pachną kwiatami i wciąż to podtrzymuję. Bardzo często ich woń jest dostojna, a zarazem delikatna. Oczywiście intensywność zapachu zależy od pory dnia, bo nie jest niczym zaskakującym, że nieco inaczej może pachnieć osoba idąca rano do pracy, a inaczej spacerująca wieczorem u boku mężczyzny. Widząc taką parę nieraz myślę o woni, która następnego dnia otrzyma niechlubne miano „zapachu seksu”. Ale oto przecież w tym chodzi!

INFIORATE SPELLO

   Gdybyście  byli zainteresowani prawdziwym kwiatowym rajem, polecam waszej uwadze Spello, średniowieczne miasteczko w którym lokalni rywalizują między sobą w tzw. Infiorate Spello, czyli kto bardziej udekoruje swoją uliczkę kwiatami. 


   Co do mężczyzn mam zupełnie odwrotne odczucia. Mieszkając jeszcze w małomiasteczkowej Norcii, dotkniętej trzęsieniem ziemii, wielokrotnie czułem zapach taniej wody po goleniu dostępnej w Biedronce.  Można by wyjść z założenia, że to normalne dla biedniejszych obywateli, lecz wrazenie to nie uległo szczególnej zmianie, po przeprowadce do studenckiej Perugii. Ostatni tydzień moich polskich wakacji mnie w tym utwierdził. Mężczyźni w Warszawie pachną zdecydowanie lepiej, atrakcyjniej. Tym bardziej zadziwia mnie fenomen „włoskiego kochanka". Może rzeczywiscie chodzi tu o sprawy łóżkowe, bo tak fizycznie patrząc na ulicy na tych ciemnookich kurdupli, wydaje mi się, że oczy to ich jedyny szczególny atut. 

                             JEDZENIE



   Schodząc jednak z obwąchiwania ludzi i aspektów seksualnych, przejdźmy do tematu jedzenia, bo z tego przecież słyną Włochy. Właściwie to wciąż zahaczam o sferę erotyczną, bo jak sama Magda Gessler potwierdza, nie ma nic bardziej erotycznego od wspólnego gotowania. Gdybyście mieli okazję wpaść do mnie na obiad, zdziwilibyście się jak bardzo. W czasie każdego wspólnego posiłku można z zamkniętymi oczami wyobrazić sobie, jak ktoś obok was osiąga orgazm. Nie wynika to z jakości ugotowanej ciecierzycy, lecz z dziwnego wychowania kolegi Szweda, który mlaszcze, wzdycha i generalnie dzieli się głośno swoją konsumkcyjną ekstazą.  


    
ULICE PERUGII


   Oczywiście zapach kawy bijący z mijanych na ulicy barów, czy aromat świeżej pizzy, to standard. W Perugii, to co zwróciło moją uwagę, to centurm miasta podczas festiwalu czekolady „Eurochoclate”. Jeśli mijaliście kiedyś fabrykę Wedla na warszawskiej Pradze, możecie to sobie wyobrazić. To trochę tak, jakby ktoś zdetonował bombę zapachową. Macie ochotę wziąć do ust wszystko, co brązowe, nawet jeśli to element dekoracji lub inna psia niespodzianka.



   Czasem brakuje mi tu zapachu świeżego chleba, który rzeczywiscie prowadziłby  do chrupiącego pieczywa. Chrupiąca skórka  nieoznacza oczywiście tych kamieni bez soli, na których prawdopodobnie włoskie dzieci szlifują swoje zęby. Niedawno usłyszałem legendę dotyczącą tego smutnego faktu. Podobno mieszkańcy Umbrii w odwecie za podwyższone podatki, na przekór papieżowi, przestali używać soli do chleba. Moi znajomi twierdzą, że to tylko  tak powszechne w tym regionie, lecz mi się zdaje, że podobny odwet zastosowali mieszkańcy Lazio i północnej części Włoch, bo tam do tej pory moja polska noga postała i pseudo- świeżego chleba spróbowała.  Na szczęście na ratunek przybywa niemiecki Lidl ze swoją niemiecką jakością, bliższą sercom Polaków. 



   W Perugii znalazłem tylko jedną ulicę, która śmierdzi moczem i to dość specyficzne zjawisko, gdyż znajduje się tam cukiernia emanująca zapachem świeżego murzynka- inaczej ciasta czekoladowego, dla poprawności politycznej. Warto to podkreślić, ponieważ Rzym właśnie smrodem  mnie odrzuca. Także morzem turystów ale przede wszystkim nieodłącznym wrażeniem, że gdzieś wywaliło szambo.

      Trawa jest zawsze bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma, dlatego nie chcę porównywać Polski do kraju makaroniarzy. Dużo zależy od miejsca. W pierwszym okresie mojego wolontariatu przebywałem w górach, a mimo to chodziłem z zapaleniem zatok, niewiele różniącym sie od tego w Warszawie. Bardzo lubię Perugię. Ze względu na zapach, architekturę i swój artystyczny klimat.  Nie zmienia to jednak faktu, iż nie jest to miejsce szczególnie dostępne dla osób niewidomych, bądź poruszających sie na wózkach. Tylko tak chciałbym napomknąć, gdyby któryś z moich blind czytelników planował przeprowadzkę. To może być wyzwaniem!

   Do następnego!

środa, 24 października 2018

Strefa komfortu - słabowidzący vs widzący

   Cechą charakterystyczną osób słabowidzących bardzo często jest przełamywanie strefy komfortu innych ludzi z otoczenia. Chodzi o nadmierne przybliżanie się w czasie rozmowy. Jest to naturalne zjawisko wynikające z dysfunkcji wzroku i jednoczesnego pragnienia odbierania bodźców wizualnych. 

   Za czasów uczenia się w szkole specjalnej, nie dostrzegałem tak dużego problemu z tego rodzaju zachowaniem, jednak tam wszyscy mieli podobne potrzeby. Wyobraźcie sobie takiego typowego krecika, który swoim oddechem zagarnia nowopoznanego rozmówcę. Dystans mniejszy, niż na wyciagnięcie ręki jest przeznaczony tylko dla bliskich przyjaciół, kochanków lub rodziny, a i tak nie zawsze jest on pożądany. Poczucie własnej przestrzeni, psychicznie daje nam poczucie autonomii. 

   Na tę z pozoru naturalną, niepisaną zasadę społeczną zwróciła mi uwagę moja terapeutka. Zawsze w czasie spotkań ześlizgiwałem się do krawędzi fotela i opierałem na kolanach by móc lepiej odczytywać jej mimikę twarzy. W gabinecie terapeutycznym fotele są od siebie o wiele bardziej oddalone, niż seidzenia przy stoliku w restauracji. 

   Czasem także moi bliżsi znajomi zwracają mi na to uwagę, jak również na głośne mówienie, lecz tego nie wiązałbym raczej z wadą wzroku. Od rozpoczęcia studiów, a jednocześnie po dłuższej przerwie od środowiska osób słabowidzących, w czasie spotkań z kolegami i koleżankami z branży, zacząłem dostrzegać problem. Poczucie dyskomfortu wynikające z tego, że ktoś zbliża się do mnie za bardzo. Pół biedy, jeśli tę osobę lubię, jest ona ładna i przyjemnie pachnie, ale co jeśli w tym samym położeniu ustawimy zupełne przeciwieństwo?

   Chciałbym zwrócić na to uwagę, bo wiem, że jest to temat nieoczywisty a wiąże się on z umiejętnościami funkcjonowania w społeczeństwie. Nie każdy wam na to zwróci uwagę. Z autopsji wiem, że rozmawianie z kimś, kogo nie widzę, jest najzwyczajniej w świecie nudne. Dłuższe kurtuazyjne utrzymywanie kontaktu wzrokowego męczy niemiłosiernie, wciąż jednak z niego nie rezygnuje, bo wiem, że niestety we wstępnym procesie zapoznawczym oprawa wizualna ma znaczenie.  Kij, że mniejsze dla mnie. Jeśli mam spotkanie biznesowe, priorytetem jest przekonanie do siebie, a jak tego nie uczynić lepiej, jak poprzez zasłuchane głębokie spojrzenie?

   Tak moi drodzy, tyle wynoszę z aktorstwa do życia codziennego.

   Czekam na wasze przemyślenia i opinie.

   Do następnego!

sobota, 20 października 2018

CHODZĘ NA TERAPIĘ! A ty?

   Od ostatniego wpisu zdążyłem na stałe przeprowadzić się do Perugi, walczyć z pluskwami, budować mowy związek, zacząć łysieć, nabierać masy i próbować zorganizować na nowo swoje życie. Dużo emocji, chwil zwątpienia, frustracji, niepewności I stale zadawane przeze mnie pytanie:

   Czy moje działania mają sens?

   W końcu stało się! Skontaktowałem się z moją Panią Psycholog do której chodziłem na terapię od listopada zeszłego roku. 

   O tym chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć, bo wiem, że jest to temat tabù I jego poruszenie ma być może większe znaczenie niż moje podròżnicze opowiastki.



   Każdy ma problemy. Nie ma ludzi normalnych, a jeśli są to boję się ich spotkać, bo nie uwierzę w ich człowieczeństwo. Młodzi I starzy są zagubieni. Nie wiedziałem o tym zanim nie zacząłem głośno mówić o własnej decyzji pójścia na terapię.

   Powody?

   1. Jak wielu rozważałem studia psychologiczne, lecz bałem się tendencyjnego odkrycia, że tymi studiami usiłuję sobie pomóc I tylko z lekkim opóźnieniem doprowadzą mnie one na kozetkę psychoanalityka.

   2. Czułem, że nie radzę sobie z nową rzeczywistością studenta, nowym związkiem mamy I że zachodzą w moim funkcjonowaniu mechanizmy szkodliwe dla mojego rozwoju.

   3. Najważniejszy motyw: poznałem dziewczynę , która swoim świadectwem przekonała mnie do tej decyzji. Nasze wybory życiowe, często podświadomie zdeterminowane są tym co wydarzyło się w dzieciństwie. Nie musimy tego
rozumieć, lecz może to sprawić iż w wieku 40 paru lat obudziły się z ręką w nocniku, a dokładniej z depresją lub poczuciem, że coś poszło nie tak. 
Dlaczego? Czy czegoś się bałem? Przed czymś uciekałem? Co mnie blokowało? Przecież to nie miało sensu! 

   Po raz pierwszy próbowałem spotkać się z terapeutą w zeszłe wakacje, niedługo po zakończeniu ówczesnego związku. Pod wpływem wyjazdów I fali innych wydarzeń dołożyłem ten temat na bok. Po paru miesiącach jednak wróciłem do postanowienia I jak ujęła moja Pani Psycholog, wybrałem miesiąc handry jesiennej kiedy wielu ludzi odczuwa stany depresyjne. 

   Nie wnikając w szczegóły przebiegu spotkań, chcę Wam powiedzieć, że moje ostatnie spotkanie twarzą w twarz miałem w czerwcu, kiedy sądziłem, że naprawdę proces mojej pracy się zakończył.  Jednak doświadczanie, kształtowanie charakteru i poznawanie samego siebie nigdy się nie kończy. Nie oznacza to, że w ciągu całego życia planuję spotykać się z terapeutą jednak teraz wiem, że ostatnia moja rozmowa online dużo mi pomogła. 

   Szanuję ludzi, którzy uznają psychologię za kpiny, rolę terapeuty przypisują przyjacielowi, I nie odczuwają potrzeby korzystania z takich usług. Nie dajcie jednak wmòwić, że to co dla kogoś jest niepotrzebne, nie posłuży również wam. Każdy jest inny, ma inną wrażliwość i poziom prostoty myślenia. 

   Uważam, że psycholog może być szczególnie pomocy osobom niepełnosprawnym, w tym wypadku mówię o słabowidzących oraz niewidomych. Ukończenie szkoły specjalnej, wymaganie się z zupełnie innymi wyzwaniami dnia codziennego daje dodatkowe obciążenie psychiczne dla przykładowego licealisty otaczającego w życie dorosłych. Ja sam, cały czas uczę się mówić o swoich potrzebach, walczyć o swoje prawa, równe szanse, warunki do pracy i zrozumienie. EVS to kolejny sprawdzian mojej wytrzymałości o którym opowiem Wam innym razem. Sama terapia pozwoliła mi poruszyć takie aspekty żýcia, o których z nikim innym bym nie porozmawiał bo wydają się one być oczywiste dla osób dobrze widzących. Myślę tu chociażby o kwestii komunikacji i utrzymywania pewnego dystansu fizycznego z rozmówcą. Aspekt utrzymywania przestrzeni osobistej nie jest oczywisty dla osób które przybliżają się do rozmówców nie dla kontaktu wzrokowego, lecz mu dostrzeżenia chociażby uśmiechu. Ten temat rozwinę w moim następnym wpisie ;)

   Dziękuję Wam za uwagę I gorąco zachęcam do udostępniania tego artykułu, by mógł on zainspirować kogoś, kto waha się przed pójściem do psychologa.
Nie bójmy się tego. Mówmy o tym, bo to nie wstyd, a być może najważniejsza inwestycja w naszym życiu!

   Piszcie proszę o Waszych doświadczeniach. Czekam na komentarze.

   Do następnego!

czwartek, 23 sierpnia 2018

Różowy podkoszulek w klasztornej celi

   Zapach czosnku, oliwy, pomidorów I pokrojonego melona. Głośne brzmienie dubstepu I przebijający się głos szefa kuchni mówiącego do mnie po włosku. Słucham go  dynamicznie ścierając ser nad ogromną brytfanną wypełnioną warstwami grillowanej cukinii, szynki prosciutto oraz sosu pomidorowego. Witamy w klasztornej kuchni na wymianie młodzieży w Perugii.
   
   Zaraz! Jak to w klasztorze?

   Tym prawdopodobnie jest miejsce znajdujące się na wzgórzu w mieście słynącym z uniwersytetu dla obcokrajowców. Małe pokoje z drewnianymi oknami, niektóre  wyposażone w biblioteczki składającą się z Biblii w różnych wydaniach. Korytarz wykończony łukami I wszędzie porozwieszane  ikony lub zdjęcia relacjonujące wizytę papieża. Hitem jest tzw. activity room, czyli miejsce w którym odbywają się niektóre zajęcia oraz występy uczestników projektu. Jest to miejsce z pozoru przypominające kaplicę. Wyciemnione z krzyżem po środku, a także z amboną i figurą Maryi. Zniszczone freski na ścianach i galeria po bokach, wyjaśniająca funkcję tego miejsca. Półki wypełnione książkami oraz czasopismami religijnymi- klasztorna biblioteka. Podobno do tego miejsca przybywają nażeczeni aby pokontemplować znaczenie małżeństwa. 

   Obecnie jednak trudno mówić o medytacji, chyba że zalicza się do niej blancik w przerwie między przygotowywaniem posiłków. 

   - Co studiujesz? - pytam mnie kucharz, sięgający mi do ramienia, krótko obcięty z lekkim siwymi przebłyskami na czuprynie.

   -La lingua e letteratura italiana
Mężczyzna otwiera szeroko oczy i zaczyna się śmiać.

   -Nawet ja nie znam się na tym. Po co Polak studiuję kulturę Włoch? Przez dwa tygodnie poznasz w tej kuchni całą włoską kulturę.
Następnie gestykulując pokazuje, że chyba z braku pomysłu po pijaku wybrałem kierunek studiów.

   Obecnie siedzę pod obcym hotelem, łapiąc tutejsze wifi.  Dochodzę do wniosku, że od mojego przyjazdu na wolontariat minęło 16 dni. Przez ten czas uczę się adaptować do nowych warunków I prawdziwych różnic kulturowych. W końcu mieszkam pod jednym zdachem z ludźmi z różnych stron świata. Współpraca przy jednym filmie z dziewczyną, która nie odpuszcza I twierdzi, że nie potrafi powiedzieć "kocham". Współlokator z grzybicą stóp, rzadziej zmieniający ubrania, czy finalnie wspólna lodówka, a co za tym idzie, konflikt wynikający z niepodpisanego sera, który w skutek nieoznaczenia zniknął po jednej nocy.

   Ciekawym jest również obserwowanie kraju z perspektywy "obcego", znającego w praktyce język kraju, w którym mieszka. W  małomiasteczkowej Norcii spotkałem wiele spojrzeń w sklepach, szczególnie od osób starszych, które wykazywały zainteresowanie niczym programem przyrodniczym na Animal Planet. Czasem usłyszałem pytania skierowane do moich włoskich kolegów:

   -kim jest ten wysoki?
Warto widzieć zawstydzenie takich ludzi, kiedy słyszą.

   - To Polak. Dobrze mówi po włosku

   Dziwiło mnie, jak często pokazaliśmy na uczelni temat stereotypów oraz uprzedzeń. Parę lat temu, nie znając dobrze mieszkańców Półwyspu Apenińskiego sądziłem, że to niezwykle otwarta i ciepła nacja. Kto nie lubi typowego Włocha, melodyjne paplającego na środku ulicy? Nie wspomnę już o rozbudowanej gestykulacji. Mimo wszystko, nie są to ludzie o szczególnie otwartym umyśle. 
   Doświadczyłem tego, pomagając pewnego razu przy zagarnianiu piasku z placu św. Benedykta, po pokazie akrobatyki konnej. Byłem wtędy ubrany w różowy t-shirt. Jeden z robotnikòw dwukrotnie pokazywał mi, jak powinien machać łopatą, mimo iż nieodbiegałem specjalnie od reszty. Za trzecim razem zwrócił się do mnie słowem "Finocchio" co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "koper", lecz kulturowo jest również odpowiednikiem polskiego "pedała". Z taką postawą można spotkać się nawet w kraju powszechnie uważany za otwarty, jednak tym bardziej taka sytuacja boli, jeśli oferujecie pomoc przy pracy fizycznej zupełnie za free. 
   Podsumowując moje dotychczasowe doświadczenia: decydując się na tego typu przygodę, jak i każdą inną, trzeba wyzbyć się oczekiwań. Dzięki temu nie możecie poczuć się zawiedzeni, a łatwiej jest przywyknąć do nowych warunków. Staram się nie oceniać, a obserwować, by móc lepiej zrozumieć co kryje się za opadami zielska, kolejnym kieliszkiem wina, czy przebiegniętym maratonem.

   Pozdrawiam z Perugi

   Do następnego!