niedziela, 11 lutego 2018

BRAK WZROKU barierą przed znalezieniem MIŁOŚCI?



Czy osoby z dysfunkcjami wzroku mają większe problemy z nawiązaniem relacji uczuciowej, bądź seksualnej?

Czy dla niepełnosprawnych wzrokowo ważne jest, aby ich partner był osobą dobrze widzącą?

Kto ma większe problemy z nawiązywaniem bliższych relacji- niepełnosprawni wzrokowo mężczyźni, czy kobiety?

Czy niewidomi i słabo widzący korzystają z portali randkowych, a jeśli tak, to z jakich?

Zainspirowany rozmową z moimi znajomymi, zacząłem rozważać, na ile sprawy sercowe w sferze „blind’ są bardziej skomplikowane. Przyjemnie jest usłyszeć opinię kolegi niewidomego , że seks po utracie wzroku jest dużo ciekawszy, ale czy ten argument jest wystarczający ?

Od zawsze irytował mnie fakt, że pomimo mojej otwartości wobec ludzi i lekkości w zaczepianiu nieznajomych na ulicy, nie potrafię wejść w tzw. flirt niewerbalny.

Niczym z filmu romantycznego, dostrzegli swoje spojrzenia i już wiedzieli, że są sobie pisani… albo że czują ten sam pociąg seksualny.

 Nie wspomnę już o mało krytycznym postrzeganiu wyglądu innych, bo nieraz pytając się zaufanych osób czy obiekt moich zainteresowań jest atrakcyjny, słyszę- Zdecydowanie nie!

Wiadome! Mamy różne gusta! Jednak w przypadku zaburzonego centralnego widzenia, nie dostrzegam zmarszczek, pryszczy, a nawet nosa i oczu z większej odległości. Potrafię stwierdzić, że ktoś mi się podoba, a realnie może to być równie dobrze ruszający się manekin z wystawy second handu. 

Nie mam kompleksów z tytułu niedowidzenia i nie wyczuwam, aby ludzie mieli z tym problem. Uważam, że zetknięcie innych z moją dysfunkcją pozwala mi na ich szybsze zweryfikowanie. Tylko ludzie z ograniczonym umysłem mogą uznać tego typu schorzenia za znaczący deficyt.

Pytania postawione we wstępie postanowiłem zadać głównym zainteresowanym, dlatego stworzyłem ankietę. Pojawiła się ona na moim fanpage’u oraz innych stronach o tematyce osób z dysfunkcjami wzroku. Ku mojemu zaskoczeniu, badania cieszyły się sporym zainteresowaniem wśród młodszych i starszych użytkowników Facebooka.

Z wielką przyjemnością dzielę się z Wami wynikami tej ankiety i czekam na Wasze wnioski w komentarzach pod wpisem ;)

W grupie 66 respondentów znalazło się większość osób słabo widzących (62,1%) i zdecydowanie przeważały panie. Duża część grupy badawczej jest obecnie w związkach, jednak większość mężczyzn uznaje siebie za singli. Niestety w mojej ankiecie zabrakło pytania o wiek, jak i o wykształcenie, które mogą wpływać na stan prosperowania w sferze relacji damsko- męskich.


Czy jest trudniej?

Większość zapytanych potwierdza moją tezę, że problemy ze wzrokiem zdecydowanie utrudniają nawiązywanie bliższych relacji uczuciowych, czy też seksualnych. Panowie częściej to przyznają.


Jednak w kwestii przesądzenia, kto ma gorzej- kobiety, czy mężczyźni, wielu nie potrafiło odpowiedzieć. Ci, którzy to zrobili zdecydowanie wskazują na panie.

W pewien sposób wydaje się to być zrozumiałe. Jako mężczyzna, myślę, że faceci o wiele bardziej boją się zobowiązań i brania na barki odpowiedzialności za poczucie komfortu i bezpieczeństwo kobiety. Z kolei panie genetycznie mają wpisaną opiekuńczość, jak również zdaje się być kuszącą perspektywa posiadanie mężczyzny, który nie porzuci wybranki serca z tytułu worów pod oczami i obwisłego biustu. Mówi się o nas: wzrokowcy! Myślę, że w tym stwierdzeniu tkwi ziarno prawdy.

Czy wzrok partnera ma znaczenie?

Kilka moich koleżanek, jeszcze w czasach liceum mówiło, że ich partnerzy koniecznie muszą być dobrze widzący, aby móc im pomagać, wozić dzieci do szkoły itp. Z czasem okazuje się, że niektóre z nich są w mniej lub bardziej szczęśliwych związkach z mężczyznami o podobnych schorzeniach. Nie wchodzę na grunt relacji nawiązujących się w wyniku uczęszczania do tej samej szkoły specjalnej. Wyczuwam w tym pytaniu coś, co jest wyśmiewane, jako zjawisko globalne. Nasze oczekiwania, a rzeczywistość. Ile to razy słyszeliśmy, że ktoś gustuje w blondynkach, a finalnie wiązał się z brunetką.


Badania pokazały, że dla większości zapytanych stopień widzenia nie ma znaczenia. W mniejszości wyrażającej inną opinię, przeważają osoby niewidome, co wydaje się być rzeczą naturalną. Co mnie nieco rozbawiło, to mężczyźni wykazują większe wymagania co do partnerek, a podkreślam, że większość tych samych respondentów jest singlami. Co więcej, w późniejszym pytaniu o przeważającą liczbę dotychczasowych związków- z osobami zdrowymi, czy niepełnosprawnymi, większość panów odpowiedziała, że w ich życiu dominowały relacje z osobami słabo widzącymi oraz niewidomymi.

Co z portalami randkowymi?

Jedna z najciekawszych dla mnie kwestii. Temat ten poszerzyłem w ostatnim filmiku na serwisie YouTube pt. „Niewidomi na Tinderze?”

Wydaje mi się, że sięganie do serwisów randkowych stało się popularne pośród moich znajomych. Grupa przebadana to jednak osoby, które są w związkach i na pierwszy rzut oka raczej znacznie wykraczają poza moją średnią wieku (20 lat). 

Tak jak się spodziewałem: większość przebadanych odpowiedziała przecząco na pytanie, czy korzystali oni kiedykolwiek z serwisów randkowych? Spośród tych, którzy przyznali się do tego, wyłoniła się ponad połowa kobiet niewidomych, nieco mniej słabo widzących, a jeśli chodzi o panów, to bez względu na stopień dysfunkcji było ich 25%.

   Najczęściej wymienianymi portalami są: Sympatia.pl, Be2, Tinder oraz Badoo. 


   Wkroczenie do tych tematów, ukazało mi, jak wiele jest nieporuszonych kwestii dotyczących budowania relacji, edukacji seksualnej itp. W kolejnym poście omówię dwa ostatnie pytania z mojej ankiety, dotyczące kamuflowania problemów wzrokowych oraz mówienia o nich swoim partnerom. Kiedy i jak to robimy?

   Zachęcam Was do obserwowania moich działań na Facebooku, jak również kanału YouTube. Czekam na Wasze komentarze i pytania. Piszcie do mnie z wszelkimi uwagami oraz sugestiami, abym mógł jak najlepiej rozwijać swoją działalność.

   Dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy poświęcili swój czas na moje badania i podzielili się swoimi doświadczeniami.

   Do następnego!




4 komentarze:

  1. Osoba niewidoma ze słabowidzącą - to rozumiem. Dwie słabowidzące osoby - też rozumiem. Ale dwoje niewidomych to dla mnie rzecz nie do pojęcia. Myślę, że nawet gdybym pokochała niewidomego mężczyznę, to nie wzięłabym ślubu, bo nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko z nim.

    Mieszkam z rodziną z niemowlęciem i uważam, że dwoje niewidomych nie jest w stanie dopilnować wszystkich kwestii. Nie chodzi o przewijanie, karmienie czy higienę, bo to niewidomi są w stanie sprawnie zrobić, ale o właściwy rozwój dziecka we wszystkich sferach, zwł. motorycznej i koordynacji psychoruchowej.

    Poza tym jak tu gdzieś wyjść z takim już chodzącym maluszkiem? Zabiorę go na plac zabaw, a potem będę wzywała jakieś służby do szukania dziecka? Nie, na plac zabaw z przedszkolakiem musi chodzić albo widzący rodzic, albo widząca babcia, czyli jako zupełnie niewidomi rodzice jesteśmy skazani na ogromną ingerencję osób trzecich w naszą rodzinę. Niefajna perspektywa.

    Wyobraźmy sobie, że cała rodzina chce się wybrać do wesołego miasteczka. Ktoś musi prowadzić mamę i tatę, a jeszcze ktoś musi mieć oko na dziecko. Dwie lub trzy dodatkowe osoby. Nie wspomnę już o zakupach, do których wzrok jest bardzo potrzebny, a przy dziecku zakupów jest mnóstwo. To już nie jest zamówienie spożywki i chemii w Tesco raz w miesiącu i zakupy ubraniowe z mamą czy koleżanką raz na pół roku, jak może robić dorosła osoba.

    Piszę to jako osoba niewidoma. Wolałabym być sama, niż mieć aż tyle ograniczeń lub pokonywać te ograniczenia, wpuszczając do swojego małżeństwa tak dużo innych osób, bo przecież pomoc takiej parze jest konieczna. Z osobą z inną niepełnosprawnością mogłabym być.

    Nie byłabym nawet w związku bez dziecka z niewidomym, ponieważ łatwiej żyje się niewidomemu singlowi niż dwojgu niewidomym. Łatwiej jest znaleźć kogoś do pomocy, bo wygodniej jest poprowadzić jednego niewidomego niż dwoje, bo gdy jako single wyjedziemy na wakacje z grupą znajomych, to się włączymy w grupę, a jako niewidome małżeństwo albo spowalniamy całą grupę, idąc za nimi z laskami, ale za to razem, albo rozdzielamy się i prowadzą nas osobni przewodnicy - takie to wspólne wakacje. Widzę mnóstwo pozornie drobnych, a jednak przykrych, krępujących utrudnień. Myślę, że małżeństwo dwojga niewidomych to ciągła walka z życiem albo po prostu trzeba być bardzo odpornym psychicznie i znosić codzienne upokorzenia, ale do tego ja nie byłabym zdolna. Inna sprawa, gdy słabowidzący małżonek straci wzrok. Wtedy oczywiście aż do śmierci i nie ma dyskusji.

    Jedyną zaletą związku dwojga niewidomych, którą ja dostrzegam, jest to, że takie osoby doskonale się rozumieją. Wprowadzanie w świat niewidomych widzącego partnera, który nigdy nie miał do czynienia z niewidomymi, jest trudne. Pojawia się bardzo dużo tematów do omówienia.

    Rozmawiając z innymi niewidomymi widzę, że wiele osób nie podziela tych poglądów i uważa, że wszystko da się zrobić. Tylko pytam: jakim kosztem? Zawsze gdy spotykam niewidome małżeństwa, zastanawiam się, czy to bohaterowie, czy po prostu są kompletnie nieżyciowi.

    To jednak tylko moje zdanie. Chciałabym przeczytać szczerą wypowiedź kogoś, kto jest w takim niewidomym małżeństwie. Fascynujące byłoby też zrobić badanie dzieci takich małżeństw. Ale podkreślam: dwie zupełnie niewidome osoby, bo ze słabowidzącym to na koniec świata i jeszcze dalej. Niech tam ślepi przez lupę i ubiera dziecko w jaskrawości, żeby je odróżniać od pozostałych dzieci na placu zabaw. Niech robi fotkę rozkładu autobusowego komórką, niech prosi kelnera o przeczytanie menu, bo w restauracji jest ciemno i nie da rady przeczytać. Ale jednak coś widzi, jednak pomoże wybrać ubranka dla dziecka, jednak powoli odczyta urzędowe dokumenty, jednak dostrzeże, że dziecko patrzy na tę czy inną zabawkę.

    Zdaję sobie sprawę, że słabowidzącym też jest trudno. Mam bardzo dużo takich znajomych. Społecznie jest im nawet trudniej, bo całkowite niewidzenie ludzie rozumieją, a z niedowidzeniem jest bardziej skomplikowana sprawa. Ale jednak ja jako żona mężczyzny słabowidzącego czułabym się bezpieczniej i pewniej niż jako żona niewidomego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wypowiedź w tym temacie niewidomego małżeństwa- tego tu potrzeba! Mam możliwość obserwować jedna taką parę, ale trudno jest mi z tego tytułu się wypowiadać. Wiem, że sklepy i zakupy to nie problem, bo moi znajomi zwykle proszę pracowników, którzy im towarzyszą. Koleżanka niewidoma mówiła mi, że w przypadku małego dziecka, wynajmuje opiekunkę, która z nim wychodzi na plac zabaw. Badania dzieci takich par to też genialny pomysł ;) Kurczę... czuję, ze gdybym zmienił branżę miałbym już worek pełen pomysłów na prace naukowe :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Komentarz nadesłany w prywatnej wiadomości od jednej z Czytelniczek, która prosiła, aby ją podpisać, jako Szczęśliwa Mama:

    To, że sobie ktoś tego nie wyobraża, nie oznacza, że rodzina dwojga niewidomych z dzieckiem/dziećmi jest niemożliwa. Ja jestem niewidoma, mam niewidomego męża i widzącą, teraz 3-letnią córeczkę. Niczego jej nie brakuje, nigdy nie miała nawet drobnego wypadku, rozwija się i funkcjonuje doskonale. Jest szczęśliwym, zadbanym dzieckiem i przykre jest to, że osoby nawet nie pokuszą się o to, żeby problem bardziej zgłębić, żyjąc jedynie swoimi wyobrażeniami i przekonaniami. Często ze szkodą dla siebie oczywiście, bo mi tam w miarę wszystko jedno czy ktoś uważa, że jesteśmy dobrą rodziną czy nie. Ja wiem, że jesteśmy jedną z najlepszych rodzin, jakie znam. Mam też znajomych niewidomych rodziców, którzy mają trójkę dzieci i również świetnie sobie radzą.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jako niewidomy facet mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie życia z niewidomą dziewczyną, czy bardzo słabo widzącą. Życie nie jest bajką i czasem wzrok jest potrzebny, a takie wieczne życie na łasce lub niełasce innych nie jest fajne. I nawet jeśli jedna z osób w związku jest widząca to posiadanie dzieci uważam trochę za mało odpowiedzialne. Raz, że znam kilka takich przypadków, kiedy rodzice mając świadomość, że choroba oczu którą mają jest genetyczna i świadomie przekazują to dalej, bo jakoś to będzie, ale nawet jeśli nie ma takiego ryzyka to osoba niewidoma nie jest w stanie upilnować niemowlaka, a nie można oczekiwać, że ta opieka nad dzieckiem spadnie tylko na widzącą osobę. Jest to ogromna odpowiedzialność i jak coś by się stało to media zrobiłyby swoje i w rezultacie skończyłoby się na tym, że niewidomych znowu pozamykaliby w domach i tyle byłoby z samodzielności.

    OdpowiedzUsuń