poniedziałek, 13 czerwca 2016

Jestem niepełnosprawny! I co dalej?

   Jak zostałem krecikiem?

   Historia tego, jak stałem się osobą słabo widzącą jest niezbyt długa, jak również całkiem prosta. Urodziłem się, z moją chorobą, choć do jedenastego roku życia myślałem, że jestem normalnym dzieckiem, które za blisko siedzi przed telewizorem przez co psuje sobie oczy.

   Moja mama ciągała mnie po lekarzach próbując ustalić, co mi jest. Dopiero u prywatnego okulisty pojawiło się podejrzenie choroby oczu, a z czasem okazało się, że mam zespół Stargardta. Wyjaśniło to kilka kwestii np. dlaczego nauczycielka w szkole miała do mnie pretensje, że w czasie rozmowy nie patrzę się na nią, tylko obok, a ja nie kumałem o co jej chodzi. Nie odczuwałem tego, że mój wzrok próbował dostosować się do sytuacji, czyli zanikającego centralnego widzenia.

   Jak poradziłem sobie w nowej sytuacji?

   Nie zacząłem myśleć o sobie, jak o jakimś trędowatym, bo i tak miałem dość niską samoocenę. W okresie końcowym szkoły podstawowej i bez problemów ze wzrokiem byłem nieakceptowanym dzieckiem. Problemy z oczami co prawda nie ułatwiły sprawy, bo w końcu chłopak o wzroście 175 cm siedział w pierwszej ławce zasłaniając tablice połowie klasy, a i tak z tego szczególnie nie korzystał, bo nie widział. Nie był to jednak czynnik, który przesądzał o moim sensie egzystencji.

   Chyba jednym z najtrudniejszych elementów tego całego „problemu” byli nauczyciele, którzy z początku nie potrafili zrozumieć co mi jest, a ja również nie potrafiłem im tego wyjaśnić, bo było to dla mnie coś zupełnie nowego. Jedna z nauczycielek zajmująca się terapią dla dyslektyków…. czy innych z problemami w nauce, żartobliwie groziła mi, że jak nie zacznę nosić okularów, to mi je narysuje na twarzy, a przypominam, że okulary w tego typu chorobach nie pomagają.

   Lepsze jaja były w sklepie!

   Wyobraźcie sobie małego chłopca, który przychodzi do sklepu, żeby zakupić kawę, widzi ją na półce, ale nie dostrzega ceny. Pyta on kasjerki ile kawa kosztuje, a ona na to: „Masz cenę na półce?”. W teorii nic dziwnego, ale jednak dla takiego dziecka, które się wstydzi tłumaczyć obcej babie, że jednak on nie dostrzega tej ceny, jest to sytuacja dość stresująca.
Podobnych scen można wymieniać wiele, ale nie są one wielkim problemem, bo oczywistym jest, że z czasem człowiek uczy się jak reagować w takich sytuacjach. Jest starszy, mądrzejszy i bardziej zdystansowany do świata. Warto jednak zaznaczyć, że każdy krecik musi przez taki survival przejść, a nie każdemu udaje się to w stu procentach.

   Osobiście znam wiele osób (szczególnie dziewczyn) niedowidzących, które do tej pory odczuwają wstyd z powodu sprawdzania ceny na metce w sklepie pod lupą, krępują się poprosić o pomoc, zapytać o drogę i powiedzieć w sytuacji kryzysowej o swojej chorobie, tak aby czuły się z tym dobrze. To kreuje pewne bariery, tworzone nie przez świat zewnętrzny, tylko przez osobę z dysfunkcją. Chęć ukrycia za wszelką cenę swoich problemów i sposobów radzenia sobie z nimi prowadzi do alienacji, poczucia u innych osób niewtajemniczonych, że dany krecik jest dziwny, nieogarnięty i rzeczywiście ma problem.

   Z własnego doświadczenia wiem, ze na dłuższa metę ukrywanie swoich problemów, szczególnie przed ludźmi z którymi na co dzień współpracujemy nie przynosi dobrych rezultatów. Natomiast powiedzenie przy odpowiedniej sposobności np. „Wiesz co, musisz mi to przeczytać, bo mam problemy ze wzrokiem i tego nie widzę” sprawia, że przyzwyczajamy naszego rozmówcę do tego, że mamy jakąś dysfunkcję, ale najwidoczniej nie jest to nie wiadomo co, skoro o tym normalnie mówimy. Od naszego stosunku do samych siebie, zależy to, jak inni nas odbierają. Społeczeństwo wciąż odczuwa strach przed nieznanym, ale wyszliśmy z ery palenia na stosie „innych ludzi”. Coraz więcej powstaje filmów i programów telewizyjnych o ludziach niepełnosprawnych, którzy radzą sobie w życiu i w świecie istnieje już o wiele większa tolerancja.

   UWAGA! Warto pamiętać, iż mówienie o swoich problemach nie powinno przebiegać w następujący, bądź podobny sposób:
   
   „Cześć! Jestem Mikołaj i mam chorobę Stargardta! Nie widzę centralnie, czytam z nosem w książce i nie łapię piłki, kiedy ktoś mi ją rzuca z większej odległości.”

   Powyższy przykład jest nieco przerysowany, jednak są osoby, które za bardzo „ekscytują się” swoja chorobą. Nawet jeżeli ktoś nas zapyta co z nami nie tak, to nie musimy na wstępie serwować mu naszej historii choroby. Jeżeli przykładowo jesteśmy osobą słabo widzącą, wystarczy jak powiemy na dobry początek: „Mam problemy ze wzrokiem i dlatego czytam większa czcionkę”. Przy nawiązywaniu znajomości to bardzo ważne, bo jak wspomniałem, ludzie boją się tego, czego nie znają.

   Podsumowując:

  
   Wyrywając laską, bądź chłopaka warto na początku zainteresować ją/ go naszą osobowością, pasjami, hobby, a nie kartą zdrowotną!

4 komentarze:

  1. Bardzo wiele akcesoriów,które pomagają w życiu codziennym osobom z niepełnosprawnością, znajdziesz na stronie pomocedlaseniora.pl. Niech nie zmyli Cię nazwa :D Owszem, jest wiele artykułów skierowanych do seniorów, jednak wiele z nich sama mam w swoim domu w celu ułatwienia niektórych czynności :) Fajnie, że mówisz otwarcie o swojej niepełnosprawności!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o problemy ze wzrokiem i szukałbyś dobrych soczewek to polecam https://www.twojesoczewki.com/soczewki-kontaktowe/4422-air-optix-plus-hydra-glyde-6-soczewek.html . Unikalna technologia SmartShield zapewnia pomaga chronić soczewkę przed zanieczyszczeniami, np. pozostałościami kosmetyków i kremów do rąk, poza tym unikalna konstrukcja zapewnia wysoki komfort i pełną ostrość widzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za Ciebie. W moim przypadku trzeba było wiedzieć oczywiście jak obchodzić się z soczewkami kontaktowymi. Najważniejszy tu wiadomo będzie ich odpowiedni dobór. Jeżeli chcecie na ten postawić to zdecydujcie się na pomoc takich firm jak https://blikpol.pl/soczewki-kontaktowe-dobor Tu także pomagają przy wielu problemach ze wzrokiem,

    OdpowiedzUsuń